niedziela, 31 lipca 2016

[7]Masz coś,co należy do mnie.

Spotkanie z fanami trwało jakąś godzinę. W tym czasie nasi bohaterowie zapoznawali się ze Stevie.
Stevie: Ale to jak to tak, nie jesteście z tego samego kraju? Lottie ,ty mówiłaś, że jesteś z Niemiec, a ty Brian z Francji.. to jak się poznaliście.
Lottie: Wszyscy poznaliśmy się podczas wolontariatu w Meksyku. Na przykład Emma jest z Chorwacji, a Ricky jest Irlandką, natomiast Mia jest z Włoch.
Stevie: To pewnie w ciągu roku rzadko się widujecie.
Emma: Niestety, ale wakacje zawsze spędzamy razem.
Stevie: Mało się widzicie, ale i tak tworzycie bardzo zgraną paczkę.
Ricky: A ty Stevie, skąd jesteś? Nie jesteś przecież Azjatką.
Stevie: Urodziłam się w Korei, ale moi rodzice pochodzą z Australii i tam też mieszkałam przez większość czasu. Dopiero niedawno wróciłam do Seulu.
Wszyscy bardzo się polubili, Stevie bardzo do nich pasowała. Cieszyła się , ze w końcu znalazła sobie tutaj przyjaciół. W ciągu tej godziny, dużo się o sobie dowiedzieli. Lottie opowiedziała o licznych talentach Briana, takich jak gra na gitarze, wszelkie sporty, a przede wszystkim karate i o jego kreatywności, która dorównuje Da Vinciemu. Emma I Ricky powiedziały o swojej pasji do psów, do ich tresury i wychowaniu. Mia niechętnie przyznała się, że jest autorką książek i akurat jedną pisze. Niechętnie, ponieważ jest bardzo nieśmiałą i skrytą osobą. Na samym końcu Lottie dopowiedziała o sobie, że również trenuje karate z Brianem i lubi się uczyć. W przyszłym roku planuje iść na medycynę. Czas, podczas którego czekali na idoli minął im bardzo szybko. Ich rozmowa trwała w najlepsze, gdy Mia zobaczyła jak chłopaki wychodzą tylnym wyjściem z klubu. Jimin podbiegł do Briana.
JImin: Dawaj czapkę Brian. Hahaha , cały koncert myślałem o tym żeby ją przymierzyć. Haaha, mogę?- nie czekając na odpowiedź, chłopak ściągnął Brianowi fullcapa z głowy i ją przymierzył.
Brian: Haha, jasne, bierz. Tylko uważaj na nią proszę.
Jimin: Tak, tak . Będę uważał. Lottie , już Ci to mówiłem, ale masz świetny gust.
Lottie: Hah, no przecież wiem. Faktycznie ci pasuje.
Hopie: Jinini… nie bądź samolubny, daj też przymierzyć! Proooszę!
Jimin: No dobra.. łap!
Hopie: Suga, i jak wyglądam? Dorównuje ci swagiem? 
Suga: Pff.. choćbyś nie wiem co założył, nigdy mi nie dorównasz. haha
Jin: Ojej.. wydaje mi się że odstaje z niej nitka…
Lottie: Serio? Pokaż mi ją.
Dziewczyna zaczęła oglądać czapkę, gdy nagle zaatakowała ją fanka kuloodpornych i porwała czapkę. Pare metrów za nią biegła reszta tłumu.
Dzika fanka: Mam czapkę Jimina! Mam czapkę Imina! Aaaaaaaa!
Dzika fanka 2: oddawaj, widziałąm ją pierwsza!
Dzika fanka 1: Ale ja szybciej biegam!
Lottie: Co tu się kurwa dzieje?! To jest moja czapka! Oddawaj mi ją dzikusko!
Lottie naprawdę się zezłościła. Niestety jej krzyki nic nie dały, tłum dalej na nich napierał. Idole nie mieli gdzie uciec. Ochrona próbowała odgonić stado, bo inaczej nie można tego nazwać, od Bangtanów. Było to trudne zadanie, nawet dla dwóch 100kg bodyguardów. Nagle, ktoś uderzył Lottie w twarz.  Sfrustrowana dziewczyna rozepchnęła się łokciami, wyglądała na tak skrajnie wkurzoną, ze zapanowała cisza.
Lottie: Dosyć! Co to jest za chlew?! Czy wy nie macie mózgu? Oddawać mi natychmiast moją czapkę! Nie dość, że przyszłam na koncert, na który nie chciałam iść, to jeszcze dostałam w twarz, bo wasze tępe umysły ubzdurały sobie, że to czapka waszych kochasiów!
Widać było, że chłopakom zrobiło się trochę przykro. Mimo, że Lottie zdobyła uwagę całego tłumu, czapki nie odzyskała. Szczęśliwy znalazca już się z nią gdzieś ulotnił. Ochroniarze skorzystali z zaistniałej sytuacji i odprowadzili zespół do vana.
Dzika fanka1: I co narobiłaś! Przez ciebie sobie poszli.
Lottie: Przeze mnie?! Niby ja się rzuciłam na nich jak jakiś wygłodniały pies na szynkę?
Brian: Skarbie, chodźmy już. To nie ma sensu.
Chłopak wziął dziewczynę za rękę, a dziewczyny poszły za nimi.
Brian: Nie przejmuj się…
Lottie: Ale to był prezent.. Czego one nie zrozumiały w „ to nie jest czapka waszych idoli”?
Brian: Wiesz jakie są fanki k-popu… Z całym szacunkiem do was dziewczyny- spojrzał na Emmę i Ricky. Mia cichutko zachichotała.
Mia: No zobaczymy, czy wy też kiedyś takie będziecie.. hihi
Lottie: Hah, a spróbujecie, to wam nogi z tyłka poiwyrywam- Lottie poprawił się nieco humor.
Emma: Chodźmy coś zjeść, to zawsze poprawia humor.
Ricky: Świetny pomysł! A potem na lody, ja stawiam!
Stevie: O, a ja znam najlepszą lodziarnię w Seulu. Zaprowadzę was tam. Hmm. Ona jest dosyć blisko naszego wieżowca. Co wy na to?
Lottie: Ahh… jesteście kochani. Chodźmy.
Przyjaciele poszli na najbliższy przystanek. Autobus przyjechał w ciągu 10 minut. Na przystanku nie było innych ludzi, przez co każdy znalazł sobie miejsce siedzące. Po takiej przygodzie z atakującym tłumem, mdlejącą Mią, no i co najważniejsze, po koncercie, wszyscy byli padnięci.
Po incydencie z czapką, Bangtani udali się do vana. Nie pojechali od razu do dormu, bo manager chciał z nimi omówić pare kwestii.  Zajęło im to z 15 minut , po czym manager  pożegnał się pogratulował konceru i poszedł. Kierowca odjechał. W czasie podróży wszyscy siedzili cicho, ale każdy z osobna miał w głowie pełno myśli. A to wspominali koncert,a to myśleli o nowych znajomych, ale najbardziej dręczyłą ich sprawa zaginionej czapki Briana. Hopie wyglądał na wyjątkowo zasmuconego.
Suga: Hope , co ci jest? Nie mogę tego znieść jak nasza nadzieja wygląda jak „bez-nadzieja”
Hopie: Nie.. chyba nic takiego..ale myślicie, że Lottie mówiła prawdę? Że naprawdę nas nie lubi?
V: Zabrzmiało to nieprzyjemnie, ale myślę że była po prostu bardzo zdenerwowana. Bardziej martwi mnie zdrowie Mii… Jest taka delikatna. Myślicie, że będzie z nią w porządku? Nie trzeba by z nią jechać do szpitala? Nie chciałbym żeby coś jej się stało… jest taka piękna. Wcześniej jej oczy błyszczały, idealnie pasowały do jej długich ciemnych włosów, a dzisiaj jak się źle poczuła, miałem wrażenie jakby ten blask zgasł.
JImin: Nie przesadzaj. Nic jej nie będzie, a poza tym, jest z przyjaciółmi. Oni się nią zajmą.
Suga: Piękna to jest Emma. Te blond loki… Piękno to coś  czego jej nie brakuje w żadnym stopniu, ale charakter, wydaje się bardzo zarozumiała i taka jakoś mało towarzyska. Jest zupełnie inna niż Ricky czy Mia. One są towarzyskie, a to zaczepią, a to pogadają, a Emma? Sam nie wiem. Jakaś taka nijaka.
Hopie: Że co? Emma? Świetnie mi się z nią gadało!
Jin: A gadałeś z Ricky może?
Hopie: Co?  A czemu?
Jimin: Aaaa, ale się zarumieniłeś! Hahaha
Hopie: No co ty gadasz, masz jakieś zwidy chyba!
Jimin: Prawdy nie oszukasz. Wszyscy widzieli jaki robiłeś się czerwony , jak do ciebie podeszła, albo jak coś do ciebie mówiła. No ! Przyznaj się , podoba ci się.
Hopie: Dajcie mi spokój. Dziewczyna jak każda inna.
JImin: Tak? W takim razie czemu się tak speszyłeś jak na ciebie spojrzała. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby cię cokolwiek, a tym bardziej ktokolwiek speszł.. hę? I co na to powiesz?
Hopie: Dobra, dobra. Podoba mi się… zadowoleni? Bardzo mi się spodobała.
JIn: Mamy cię! Wiedziałem to od początku. Już jak pokazałem wam zdjęcie, zwróciłeś na nią uwagę.
Kookie i Rapmonster siedzieli zamyśleni. Nie słuchali rozmowy kolegów, byli pogrążeni we własnych myślach
Kookie * Stevie.. czy to możliwe, że to ona? Ale takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym życiu, tylko w filmach się to może zdarzyć.  Ale to prawda, nie mógłbym się pomylić, to na 100% była dziewczyna z moich snów. Stevie… czyli tak ma na imię. Może to były prorocze sny? Ale jeśli by tak było, to nie powinno jej tu być, ona wyjechała i nie wróciła.  O co tu chodzi? *
Rapmon miał słuchawki w uszach prze całą drogę. Co jakiś czas tylko sięgał po telefon, by zmienić piosenkę. Twarz mia ciągle przyklejoną do szyby i obserwował otoczenie.
Rapmon: Hyung, zatrzymaj się, szybko!
Kierowca: O co chodzi?
Rapmon: Szybko, potem wyjaśnie.
Rapmon wybiegł z vana i podbiegł do dziewczyny idącej chodnikiem. Chłopaki siedzący w vanie widzieli tylko jak Rapmonster podchodzi do dziewczyny, kłania się i zaczyna rozmowę, ale nie słyszeli o czym rozmawiają.
Rapmon: Cześć. Jestem Kim Nam Joon. Pewnie mnie znasz, bo byłaś na moim koncercie.
Dziewczyna: Ahh.. no penwie że cię znam! Skąd wiesz, że byłam na koncercie? I czemu do mnie podszedłeś? Aaaa nie mogę w to uwierzyć!
Rapmon: Masz coś co należy do mojej koleżanki.
Dziewczyna odruchowo spojrzała na fullcapa, którego trzymałą w ręce.
Dziewczyna: Pewnie chodzi o czapkę… O co z nią chodzi? Wszyscy tak bardzo chcą ją mieć. Myślałam, ze to czapka Jimina, widziałam jak ją zakładał.
Rapmon: To nieporozumienie, ta czapka to prezent moje przyjaciółki dla jej chłopaka, wiele dla nich znaczy.
Dziewczyna: Mhm.. rozumiem.. mógłbyś ją im zwrócić? Teraz mi głupio, że się tak zachowałam. Cieszyłam się, bo naprawdę myślałam, ze należy do Jimina…
Rapmon: Nie przejmuj się, oddam ja właścicielom. Ale mam coś w zamian dla ciebie.
Namjoon zdjął z ręki bandamkę i wręczył ją fance.
Rapmon: Proszę, to dla ciebie. Dziękuję, ze byłaś na koncercie. Muszę już iść, czekają na mnie.
Dziewczyna: Ahh. Naprawdę? Dziękuję! -fanka uśmiechnęła się szeroko i pomachałą na pożegnanie.
Lider odmachał i wrócił zadowolony do vana. Reszta zespołu z niecierpliwością czekała na niego.
Kookie: Ah. Super! Brian się ucieszy!
Jin: Liderze, jesteś niesamowity, musimy mu to oddać jak najszybciej. Lottie bardzo się zmartwiła jak jej tą czapkę zabrano.
Rapmon: Jutro do nich zadzwonimy, żeby  im o tym powiedzieć.
Lider założył z powrotem słuchawki i tym razem patrzył na czapkę i uśmiechał się sam do siebie.









sobota, 30 lipca 2016

[6]Odwdzięczymy się.

Następnego dnia, do Briana zadzwonił JImin z wieścią, ze manager nie zgodził się na przyjście na ich próbę. Rozmawiali chwilę przez telefon, po czym Brian wpadł na pomysł. Zaproponował Jiminowi, aby w ramach rekompensaty, spróbowali zdobyć dla dziewczyn bilety. Z racji tego, że Jimin czuł się źle, że obiecał próbę, zanim tak na prawdę dowiedział się czy to byłoby możliwe, ten pomysł mu się spodobał.  Zdobycie biletów nie było dla niego dużym problemem, dlatego że wszyscy Bangtani mu pomogli. Lottie, Brian i Jimin umówili się , w tajemnicy przed dziewczynami, na spotkanie aby przekazać bilety, które miały być dla nich niespodzianką. Koncert miał się odbyć w przyszłym tygodniu.
Lottie: Myślę, że to był świetny pomysł, dziewczyny na pewno się ucieszą.
Brian: Mam nadzieję, bo jak się dowiedziały, że z tą próbą nie wypaliło, wyglądały na bardzo załamane.
Lottie: Kiedy damy im te bilety? Ej…wydaje mi się, że tych biletów jest więcej niż trzy. Sprawdź kopertę.
Brian: Ty popatrz, faktycznie! Mamy 5 biletów i to w dodatku przy samej scenie. Chłopaki się postarali. To co, idziemy też?
Lottie: No nie wiem, ta muzyka… to chyba nie mój styl…
Brian: No co ty! Idziemy, bez gadania! Już sam fakt, że się tak postarali … nie kulturalnie było by nie pójść. Będzie fajnie zobaczysz.
Dziewczyna przytaknęła  pokornie, a para wróciła do apartamentu. Tego samego dnia, gdy grupka przyjaciół udałą się na obiad, para wręczyła dziewczynom bilety.
Emma: Jesteście najlepsi, ale zajebiście! Nie wierzę własnym oczom. Ale jak wam się to udało? Przecież codziennie sprawdzałyśmy wszystkie strony z biletami i nigdzie nic już nie było, a nie sądzę, że jakaś fanka odsprzedałaby wam 3.. co?! 5!!!! czyli wy też idziecie?
Lottie: Widzicie jacy my jesteśmy wspaniali. Ale nie ukrywamy, że ktoś nam w tym musiał pomóc . Chłopakom było bardzo przykro, że obiecali próbę, ale spotkanie nie wypaliło, więc w ramach rekompensaty zaprosili nas wszystkich na koncert.
Ricky: Wooow… to są miejsca przy samej scenie i wejście na showcase.
Tydzień minął im bardzo szybko. Nim się obejrzeli stali już przed halą koncertową. Znajdowali się w ogromnym tłumie. Mia była bardzo z tego faktu niezadowolona, ale mimo to bardzo cieszyła się na ten koncert. Cieszyło ją również to, że osobiście spotkali Bangtanów, czuła się jakoś wyjątkowo jak o tym myślała. Mało to, jechała z jednym z nich na tej samej kolejce górskiej i rozmawiała z nim przez dłuższy czas czekając na ich kolej. Może to samolubne, ale ta myśl dodawała jej odwagi ”Ja ich znam osobiście a wy nie”. Pewnie większość fanek, które tam stały, dały by się przysłowiowo „zabić” żeby porozmawiać z nimi choćby przez chwilkę.
Ricky: Tak się cieszę ! Nie wierzę, że tu jestem, że wszyscy tu jesteśmy.
Lottie: Ja też w to nie wierzę…
Emma: e tam, daj spokój, spodoba ci się! O Brian, masz nową czapkę? Wyglądasz w niej super, haha niczym prawdziwy kpopowy idol. Hahaha
Brian: A dziękuję, dostałem ją wczoraj od Lottie. Też mi się bardzo podoba. Bałem się ją dzisiaj ubierać, żeby jej nie zgubić w tym tłumie.
Ricky: Jakby co będziemy jej szukać potem i znajdziemy choćby nie wiem co!
Lottie: No, no , ja mam nadzieję . Hahaha
Do koncertu było jeszcze około 30 minut. Nagle Mia w tłumie zauważyła pewną dziewczynę, kogoś jej przypominała. Była pewna, że skądś ją kojarzy. Dziewczyna była dosyć niska, szczupła i drobna o długich, idealnie prostych blond włosach i niebieskich oczach. W czasie gdy Mia próbowała sobie coś przypomnieć Lottie krzyknęła.
Lottie: Hej, czy to nie nasza sąsiadka? Tam przed nami.
Emma: Jak ona się nazywa? St… Stevie ! Właśnie! Nie wiedziałam, ze słucha kpopu. Myślę, że trzeba by ją bliżej poznać hahaha.
Gdy Emma krzyknęła imię sąsiadki, ta odwróciła się i uśmiechnęła w geście przywitania. Dziewczyny zaprosiły j do siebie machnięciem ręki.  Stevie przedarła się przez tłum i przywitała się z resztą przyjaciół.
Stevie: My chyba mieszkamy w tym samym wieżowcu, czy tak?
Emma: Tak, tak, nasz apartament jest nad twoim. Sama przyszłaś na koncert, czy z kimś?
Stevie: Niestety sama…
Ricky: To chodź z nami, im nas więcej tym raźniej!
Stevie: Serio?! Dziękuję.
Mia: A tak w ogóle, to nie przedstawiliśmy się. Ja jestem Mia, tam stoją Lottie i Brian, a Emmę i Ricky już poznałaś.
Stevie: Cześć wszystkim!
Czas oczekiwania minął im bardzo szybko. Lottie opowiedziała co robią w Korei, że przylecieli na wakacje, a poznali się w czasie wolontariatu. Stevie przyznała, że nie ma tu zbyt wielu znajomych, że przyleciała tu z Australii  i co prawda chodzi tu do szkoły, ale dopiero od roku i jeszcze nie znalazła przyjaciół.  Wtedy drzwi do klubu otwarły się i cały tłum pozajmował miejsca na hali. Koncert był wspaniały, dziewczyny były wniebowzięte. Nawet Brian i Lottie dobrze się bawili.  W trakcie koncertu, dziewczyny próbowały nawiązać kontakt wzrokowy z Bangtanami, w końcu trochę się już znali, ale chłopaki byli zbyt skupieni na choreografii, żeby zauważyli cokolwiek poza sceną. Wyjątek stanowił Ciastek.
*5,6,7,8. 5,6,7,8 i prawa, prawa.. noga w bok, noga w dół, noga w górę , noga w dół. Teraz ja! Nae simjangsoril deeureobwa , jemeosdaero neol, bureujanha.. teraz Jimin… *
Kookie zamarł, jego ciało było na scenie , ale dusza i myśli były w tym momencie zupełnie gdzie indziej. Wzrok miał wbity w jeden punkt, a raczej w jedną osobą, w jej oczy. Koncert nadal trwał, ciastek tańczył, ale dla młodego idola świat jakby zwolnił, liczył się teraz tylko ten moment, ta chwila, gdy ich spojrzenia się zetknęły.
*To jest niemożliwe, czy to naprawdę ona? Ale nie.. to raczej nie możliwe, ona wyjechała. Ale to podobieństwo. Skup się , skup! Ale te oczy, nie zapomniałbym ich nigdy*
Jung Kook odruchowo sięgnął ręką w stronę szyi, jakby chciał coś chwycić.
*O nie, to niemożliwe! Gdzie on jest! Jeszcze wczoraj tu był! Dobra skup się, może zgubiłeś go w dormie, potem go poszukam*
Młody otrząsnął się , zaśpiewał swoją kwestię. Koncert dobiegał końca, ale maknae wciąż wydawał się nieswój. Idole pożegnali się z fanami, zaprosili na fanmeeting i zeszli ze sceny. Z hali dobiegały wrzaski fanów. Oklaskom i krzykom nie było końca.
Rapmonster: Widzieliście? Ochrona wynosiła kogoś z płyty, pod koniec koncertu.
V: tak, widziałem, wyglądała na europejkę. Ej, a co jeśli to Mia?
Jin: A ty dalej myślisz tylko o niej? To mógł być ktokolwiek, wiesz ilu tu jest turystów?
Jimin: A właśnie, młody. Co się z tobą stało? Jak śpiewaliśmy Save me. Wyglądałeś jakby cie jakiś duch nawiedził.
Kookie: To nic istotnego, czy widzieliście mój łańcuszek? Jeszcze wczoraj go miałem.
Hopie: Nie martw się pewnie został w dormie.
Kookie: Mam nadzieję…
 Suga: Chodźmy się trochę przewietrzyć, tu nie ma czym oddychać .
Bangtani wyszli z klubu tylnym wyjściem. Wiał orzeźwiający wietrzyk, który był niczym zbawienie po występie. Gdy chłopaki szli rozmawiając ze sobą V krzyknął entuzjastycznie.
V: A nie mówiłem! To Mia.
Jin: I co się cieszysz debilu? Cos jej się stało.
Wszyscy podbiegli do przyjaciół stojących pod płotkiem i leżącej obok nich Mii.
V: Nic ci nie jest? Co się stało? Wszystko w porządku? Musisz jechać do szpitala!
Mia: Yyyy, nic mi nie jest, już w porządku. Po prostu zrobiło mi się troszkę słabo w tym tłumie, strasznie gorąco i duszno.
Emma: Troszkę słabo? Zemdlałaś i upadłaś na podłogę!
Mia: Ale już w porządku.-uśmiechnęła się delikatnie.
W całym tym zamieszaniu maknae nawet nie zauważył, że wśród ich znajomych stała dziewczyna, która zwróciła jego uwagę na koncercie.
Kookie: Kim jest wasza nowa koleżanka?
Lottie: To nasza sąsiadka. Mieszka w tym samym wieżowcu co my.
*hmm czyli to nie może być ona…*
Hopie:  W końcu możemy was poznać. Bardzo mi miło, jak wiecie jestem nadzieją zespołu.-uśmiechnął się zawadiacko, a gdy jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Ricky, momentalnie go odwrócił. Nie wiedział dlaczego to zrobił, ale to był odruch- wy to pewnie Lottie i Brian. Wyglądacie na bardzo zgraną parę.
Emma: Czekaj, czekaj, czekaj! Skoro już jesteście tutaj na żywo, to zrobimy mały test Mii. Ona dopiero uczy się was rozpoznawać. Jak wiecie Azjaci, dla nas Europejczyków wyglądacie bardzo podobnie, pewnie jak Europejczycy dla was, więc dajcie jej szansę-zachichotała i tym samym zakłopotała Mię.
Ricky: No, dajesz Mia!
Chłopaków bardzo rozbawił ten pomysł. Ustawili się w rządku i dali Włoszce pole do popisu.
Mia: No to tak. Na początek czerwono-włosy Tae. Obok, w blondzie Jin, Hope się przedstawił, ma brązowe włosy, Rapmon… jakby to.. specyficzne.. nie…. Oryginalne! Ubranie i blond włosy, Kookie jest w naszym wieku i ma tunele, Jimina już poznałam wcześniej-czarne włosy i siwo-mysi to Sugas.
Brawoooo!- krzyknęli wszyscy, po czym zaczęli się śmiać.
Suga, który stał obok Emmy podszedł do Lottie i Briana i powiedział, że muszą już iść. Pożegnał się z parą i ruszył w kierunku klubu.
Hopie: Idziecie na fanmeeting?
Stevie: Nie.. poczekamy aż Mia poczuje się już zupełnie dobrze.
Hopie: Ah, rozumiem, rozumiem. To macie tu na nas czekać. Przyjdziemy po meetingu do was- uśmiechnął się pogodnie i poszedł za resztą zespołu.




czwartek, 28 lipca 2016

[5]Tymczasem u Bangtanów

Tymczasem w dormie chłopaki umierają już z nudów, a co gorsza głodu. Jimin i Kookie zostali wybrani, jako ci ogarnięci, aby kupili jedzenie. Sklep, do którego poszli znajduje się bardzo blisko ich wytwórni, a tym samym blisko ich dormu. 7-eleven to mały sklepik, więc kolejek też się nie spodziewali.
-Ahhh, umieram z głodu!-krzyczy Taehyung przewracając się na kanapie z boku na bok- co oni tam robią?
-Alien, ogarnij się, zaraz spadniesz na łeb, a ja nie mam ochoty cię ratować-Suga wstał i poszedł już chyba trzeci raz do kuchni.
-Patrzyłem już, w lodówce nic nie ma, w szafkach też-żalił się lider-Jin, ty już na pewno nie masz w pokoju nic do jedzenia? Aishh... oni już nigdy  nie pójdą do sklepu!
Wtedy otworzyły się drzwi mieszkania i do pokoju weszli dwaj wyczekiwani idole. Strasznie się tłukli. A to jednemu upadła reklamówka, a to but gdzieś poleciał. Narobili tyle hałasu, że nawet V wygramolił się z pod sterty poduszek, pod którymi wyczekiwał na przyjście chłopaków ze sklepu.
-Co jest?! Co wy wyrabiacie?-Dopytuje się Alien
-Mam nadzieje, że macie dobre wytłumaczenie. Już myślałem, że  umrę z głodu, chyba sam zacząłem się trawić-gorączkuje się Rapmon.
-Hahaha nie uwierzycie co się stało-krzyczy uradowany Jimin-i myślę, że jak to usłyszycie to nie będą nam potrzebne żadne wymówki.
-To się dopiero okaże-w salonie pojawił się Suga, wyrwał Kookiemu torbę z jedzeniem i porozdzielał jedzenie między chłopaków-a gdzie mój sok, wy sieroty jedne, chcecie umrzeć?!- Yoon Gi ruszył w kierunku Kookiego , gdy Jimin podsunął mu pod twarz jego picie-masz! Ale słuchajcie , bo nie uwierzycie. Pamiętacie, te laski ze zdjęcia Jina i to że miałem zdobyć ich numer?
-Masz ich numer?!-wyrwał się Jin-chyba żartujesz-na pewno nie masz, nie poprosiłbyś, a poza tym… że co !? Spotkaliście je?-Jin jeszcze na wpół przytomny, nie potrafił za szybko połączyć faktów.
-To jest.. emm no nie mamy numeru do dziewczyn, ale mamy numer do chłopaka ich koleżnaki-tłumaczył Maknae-to jest, hmm, dosyć skomplikowane, Jimin opowiedz im po kolei-zwrócił się w stronę Jimina, który właśnie upychał do ust ostatni gryz wielkiej kanapki.
Gdy w końcu przełknął kanapkę wyjaśnił całą sytuację reszcie chłopaków. Pomysł z zaproszeniem dziewczyn, w sumie to całej ekipy, na próbę wydał się zespołowi ciekawy. Zawsze to coś innego, troszkę tremy, może jakaś dodatkowa krytyka by im się przydała, a co chyba najważniejsze, warto jest poznawać nowych ludzi. Emma, Ricky i ich przyjaciele wydawali się Bangtanom ciekawi. Dziewczyny są ich fankami, co ich bardzo cieszyło, ale nie zachowywały się jak wyciągnięte z dziczy. Nie rzuciły się na nich, nie przytulały na siłę, nie goniły, nie robiły zdjęć z ukrycia, nie piszczały… traktowały ich jak normalnych nowo poznanych znajomych. Zdarzało im się spotkać takich fanów, ale była to rzadkość i zawsze było to za granicą, a te dziewczyny miały coś w sobie. Może faktycznie się zaprzyjaźnią, choćby na te 2 miesiące. Jako że życie idola jest trudne pod względem nowych znajomości uważali, że nie mogą tej sytuacji nie wykorzystać.
-Hyung, kiedy mamy mieć najbliższą próbę? Coś mi się wydaje , ze w przyszłym tygodniu mieliśmy zacząć kręcić nowy teledysk-zapytał Jin lidera.
-Tak, tak, w przyszły czwartek. Pogadam z managerem czy mogliby przyjść. Ostatnio wisiał mi drobną przysługę-przypomniał sobie lider- wiec nie ma wyboru, musi się zgodzić- uśmiechnął się i usiadł na kanapie.
-Rapmon!!! Uciekaj-krzyczał Jimin biegnąc z V w jego stronę-kto pierwszy ten lepszy!-i Jimin wykonał długi skok na kanapę prawię miażdżąc lidera.
-Co wy odpi… ehhh. Ogarnijcie się, idę do pokoju coś napisać, tylko nie włączajcie głosu na maxa, bo się przy tych waszych żałosnych grach nie umiem skupić.
-Ja też chcę, gramy na zmianę, ja gram z wygranym-odparł z dumą najmłodszy i dołączył do dwójki trzymającej już swoje kontrolery.
-To za kare włącz nam gre-zadecydował Alien.
W tym samym czasie w pokoju obok siedzieli Jin, Suga i Hope. Rozmawiali chwilę, kończąc jedzenie po czym Hope sięgnął po telefon Jina i podał mu go.
-Hej, pokaż nam to zdjęcie jeszcze raz.
-Ale o jakie zdjęcie ci chodzi? O to z dziewczynami?-dopytywał hyung.
-Tak dokładnie to-odparł z uśmiechem tancerz *fajnie będzie je spotkać na żywo, ciekawe jakie są z charakteru, wydają się być bardzo przyjazne*
Jin pokazał im zdjęcie. Patrzyli na nie przez dłuższą chwilę. Nagle Hope szturchnął Sugę.
-Suga! Jesteś tam? Na którą się tak zapatrzyłeś?-chciał się droczyć Nadzieja.
-Na żadną, ale co sądzisz o tej blondynce?-wymijająco odpowiada.
-A… czyli jednak, hmm.. jest całkiem ładna, ale nie w moim stylu, wolę tą brunetkę, mam nadzieję że jest zabawna… słodka, miła…
-Ej, ej nie rozpędzaj się tak, nie o to cię pytałem-wkurzł się Yoon Gi.
-Dobra panowie, oddawać mój telefon,  koniec tego dobrego, idę zobaczyć w co grają chłopaki, a wy tu posprzątajcie- i poszedł do salonu.
-Ja wyniosę śmieci, a ty pozbieraj talerze-Hoseok wziął wielki wór, zarzucił na plecy niczym św. Mikołaj i wyszedł niezadowolony.
Kuloodporni pograli jeszcze godzinę w Mortal Combat, po czym każdy z nich grzecznie poszedł spać. W końcu następnego dnia mają dużo roboty w przygotowaniach do comebacku.





środa, 27 lipca 2016

[4] Przypadek? Nie sądzę.

Po udanej wycieczce do parku rozrywki przyjaciele postanowili wybrać się jeszcze na spacer i małe zakupy gdzieś w okolicy. Najdogodniejszym miejscem na spacerowanie wydawał się park Hakdong w dzielnicy Gangnam. Z racji, że już był wieczór ubrali się cieplej i podzielili na dwie grupki. Lottie z Brianem poszli po jedzenie do ulicznego sprzedawcy, a dziewczyny poszły do pobliskiego sklepu 7-eleven po cos do picia. O ile Emma, Ricky i Mia radzą sobie z koreańskim całkiem dobrze, o tyle Lottie z Brianem niekoniecznie. Potrafią jedynie złożyć proste zdania i dogadać się na bardzo niskim poziomie, choć wciąż lepsze to niż nic. Na szczęście Brian nadrabia pewnością siebie i z wielką chęcią podjął wyzwanie zamówienia czegoś po koreańsku. Niestety jednak, przeliczył się. Sprzedawca, pomimo wszelkich starań i uprzejmości , nie potrafił dogadać się z młodym. Z pomocą przyszło im dwóch młodzieńców. Trochę po angielsku, trochę po koreańsku doszli do porozumienia ze sprzedawcą.
-Dziękujemy wam bardzo za pomoc, chyba byśmy sobie sami nie poradzili-ukłoniła się Lottie w geście podziękowania-my się już zbieramy, bo czekają na nas przyjaciółki.
-Masz rację, powinniśmy się zbierać. Naprawdę nam pomogliście chłopaki, dzięki-odparł pogodnie Brian
-A gdzie idziecie? Zwiedzać jeszcze? Czy do hotelu? Bo nie wygląda na to, że jesteście stąd-dopytuje się wyższy z chłopaków.
-Umówiliśmy się z koleżankami pod sklepem 7-eleven, tu nie opodal, wiecie gdzie to jest? Przyjechaliśmy tu na wakacje, a ogólnie to idziemy jeszcze dzisiaj na spacer do parku.
-O świetnie, to chodźmy razem, my też idziemy w tamtym kierunku. Nie przedstawiliśmy się. Ja jestem Jimin, a to mój kolega Jung Kook.
-Lottie i Brian, miło nam poznać. To co , idziemy?-wesoło odparła ruda i ruszyli przed siebie.
-Więc przyjechaliście tu na wakacje? A na jak długo? I zatrzymujecie się w jakimś hotelu, czy może macie tu jakiś znajomych?- ciągnie rozmowę Jimin
-Tak, tak, na całe wakacje. Korea to było marzenie naszych koleżanek, dlatego wybraliśmy właśnie to miejsce, a zatrzymujemy się w apartamencie w Gangnam, właściwie to nie tak daleko stad.-blondyn wskazał na piętrzące się budynki.
-Ahh, rozumiem. Całe wakacje, to długo. Pewnie macie zaplanowane już jakieś wycieczki po kraju. Wybieracie się może na jakieś koncerty czy przedstawienia?
-Wiemy, że dziewczyny gdzieś chciały iść, ale nie załapały się na bilety. Hmm to było BST.. BTG.. hmm nie pamiętam, coś takiego.
-BTS?-podpowiedział Kookie.
-Aaa, tak właśnie tak. Były bardzo smutne, że nie idą. Ale i tak udało im się spotkać jednego z nich. Całkiem sympatyczny gościu.
-Czy był  wysoki.. hmmm miał takie dziwne długie krzywe palce?-śmiał się Jimin
-Tego to wam nie powiem, hahah, ale nazywał się Jin, czy jakoś tak- przypominał sobie blondyn.
-Tak, Jin, i zrobiły sobie z nim zdjęcie-dopowiedziała Lottie- o już je widzę, stoją tam przed wejściem do 7-eleven.
………………..
W czasie gdy Lottie i Brian poznali nowych znajomych dziewczyny próbowały rozszyfrować napis na serku, a tak im się przynajmniej wydawało, ze to serek. Mimo znajomości języka, miały pewne problemy z czytaniem ich alfabetu. Po 15 minutach doszły do wniosku, ze jednak tego nie wezmą, wolą mieć pewność co jedzą. Wybrały napoje po które przyszły i udały się do kasy. W międzyczasie rozmawiały o poprzednim spotkaniu idola. Wciąż nie mogły uwierzyć, że to prawda, że spotkały osobę, którą wcześniej mogły zobaczyć jedynie w internecie czy na reklamach. Po udanych zakupach wyszły ze sklepu i zaczęły dokuczać Mii na temat poznanego przez nią chłopaka. W tym momencie  z daleka zauważyły, jak Lottie i Brian wraz z dwoma innymi chłopakami zmierzali w ich kierunku.
-Uszczypnijcie mnie, ale czy to przypadkiem nie są Ciastek i Jimini?!-niedowierzała Emma.
-To jest nie możliwe, ale tak, to naprawdę oni, wszędzie bym ich poznała-zachwycała się brunetka.
-To niewiarygodne, patrzcie, a tak się martwiłyście tymi biletami, a oni sami do was przychodzą.-pocieszała je Mia
-Hej dziewczyny, przedstawiamy wam…
„Zachowuj się normalnie, zachowuj się normalnie, słyszysz głupku normalnie to przecież tylko:”
-Jimin i Jung Kook , tak wiemy- opanowała się dziewczyna.
- Tak znamy ich, ja jestem Ricky, a to Emma i Mia-wskazując na koleżanki odpowiedziała ze spokojem, sama siebie zaskakując, że potrafi się tak opanować.\
-Miło nam was poznać, ale wydaje mi się że widzieliśmy już was na zdjęciu z naszym hyungiem, czy to możliwe?-dopytywał maknae.
-Jin tak się wszystkim wam chwali zdjęciami z fanami? Miło, że je zapamiętaliście, to na pewno wiele znaczy dla tej dwójki, ciągle o was gadają, a najczęściej o…
-Zamknij się już!-wrzasnęły i szturchnęły koleżankę.
-Słyszałem, że nie idziecie na nasz koncert-szybko zmienił temat Kookie-jesteście pewne, ze nie ma już żadnych biletów?
-Sprawdzamy codziennie, ale wciąż nic- żaliła się Ricky.
-Dajcie nam chwilę-Bangtani odeszli parę kroków od reszty- mamy pewien pomysł.
-Co myślisz o tym żeby zaprosić je na naszą próbę, myślisz że hyungowie nie będą mieli nic przeciwko?-zastanawiał się Kookie
-Myślę, że się ucieszą, widziałeś przecież ich reakcje na zdjęcie Jina.
-A właśnie, a’propo wczoraj, czy to nie Ty mówiłeś że wziął byś od nich numer? Hę? Masz świetną okazję- droczy się młody.
-Aishh.. uważaj sobie- i wrócili do reszty.
- A co byście powiedziały – zaczął Jimin- gdybyśmy was zaprosili na naszą próbę. Do naszego studio?-Uśmiechnął się jak na Jimina przystało.
- Czy wy tak na serio?-niedowierza Ricky.
-Ja chyba śnię! Ale, że na waszą próbę? WSZYTKICH- podkreśliła- Bangtanów, całej siódemki?-Ledwie wypowiedziała te słowa Emma.
-Taak, wszystkich, zazwyczaj nie robimy prób w dwie osoby- zdziwił się Jimin- *ciekawe o kim pomyślała mówiąc WSZYTSKICH*
-Emm.. no tak, głupie pytanie… a to kiedy by to miało być- szybko zmieniła temat.
-W tym właśnie problem-Jimin zaczął wdrażać swój plan zdobycia numeru dziewczyn- może podacie mi swój numer to damy wam znać.
-To ja podam swój-wyrwał się Brian- jako jedyny póki co mam roaming.
*A niech to ! Ale zawsze to coś, jakiś kontakt do nich mam*


Wymienili się numerami, porozmawiali jeszcze chwilę i rozeszli się, każdy w swoją stronę.

[3] Lotte world

-Aaa, przepraszam. Ale ze mnie gapa… -Spojrzała na niego, po czym szybko pochyliła głowę w geście przeprosin-Czy to Jin? Nieee... on wygląda zupełnie jak Suga, ahh jaki on jest cudowny.
-Nie, to ja przepraszam, jestem Min Yoon Gi, ale mów mi Suga.-Wyciągnął do niej rękę, już chciał coś powiedzieć, gdy nagle rozległ się przeraźliwy dźwięk.
DRRRRRRRR!!!
-Ahhhh co to?! Czyj jest ten przeklęty budzik!-W panice krzyczała Emma.
-Blleeeee, niech ktoś to wyłączy, jest środek nocy...-marudził największy śpioch-Mia.
-Nawet nie wiecie jaki wspaniały sen mi przerwaliście-żaliła się blondyna
-Jest tak wcześnie… po co mamy tak wcześnie wstawać.
-Wstawać lenie, wstawać, jedziemy do LOTTE WORLD!-Cieszy się Brian i wymachuje rękami na wszystkie strony. Brian jak zwykle, był już po porannym biegu. Ten facet nie potrafi nic nie robić, nawet po męczącej podróży musi choćby na 40 minut pójść pobiegać.
- Szybko, szybko. Śniadanie macie na stole, ja idę się przyszykować i za 30 minut wychodzimy-zarządziła Lottie.
-Jak dobrze, że mamy tyle łazienek, bo jak ten rudzielec zajmie łazienkę to nie wyjdzie stamtąd do końca dnia.  Zawsze musi godzinami prostować i układać włosy-marudziła Ricky.
Tak jak planowali, wyszli z domu w ciągu 30 minut i udali się do  najbliższej stacji metra. Dzień był pogodny, zapowiadało się naprawdę upalne popołudnie. Dzielnica Gangnam, pomimo wczesnej pory była zatłoczona, pełna spieszących się gdzieś ludzi.
-Ugh, ale tu tłok. Wiecie w którą stronę mamy jechać? Te metra mnie przerastają...Ahh, koleś uważaj!-krzyknęła, gdy jakiś przechodzień uderzył ją torbą. Mia naprawdę nie lubi takiego tłoku.
-O nadjeżdża, chodźcie żeby nikt nie został na stacji-chłopak chwycił dziewczyny za ręce i pociągnął w stronę wagonu.
Metro było bardzo zatłoczone, ale pomimo tego, znalazło się paru „gentelmanów” którzy ustąpili miejsca turystkom. Jechali jakieś 20 minut, gdy nagle Brian zauważył, że jadą w przeciwnym kierunku niż powinni. Po szybkiej naradzie postanowili wysiąść na następnej stacji i skorzystać z usług taksówki. Gdy w przedziale rozbrzmiał dzwonek oznajmiający otwarcie drzwi, grupka przyjaciół , z trudem udała się w stronę wyjścia, co chwila przepraszając podeptanych przez nich Koreańczyków. Gdy w końcu udało im się złapać 2 taksówki, podzielili się na dwie grupy, tak że w każdej była osoba, która mówiła po koreańsku. Po 50 minutach spotkali się na parkingu wesołego miasteczka.
-No pięknie! Brian, przez ciebie mamy co najmniej 40 minut opóźnienia. Teraz nie zdążymy na wszystkie karuzele. Patrz jakie są kolejki- wyżywała się Lottie na swoim chłopaku.
-To nie moja wina, też mogłaś popatrzeć- bronił się
-Czy mamy przez to rozumieć, że mogłyśmy spać całe 40 minut dłużej?!-gorączkowały się Mia z Emmą.
-Dobra, dobra, nie ważne. Jak tak będziecie się dalej kłócić to nigdzie nie pójdziemy-Ricky odwróciła się na pięcie i pobiegła w stronę najbliższej atrakcji.
Reszta poszła za nią i ustawiła się w kolejce do Atlantis Adventure Rollercoaster. Niestety siedzenia były podwójne i ktoś musiał pojechać z nieznajomym. Los wytypował Mię, przegrała ona w kamień-papier-nożyce i dołączyła się do chłopaka stojącego za nimi.
-Jak ja nie lubię obcych osób-pomyślała-a on na dodatek jest przystojny, i kogoś mi przypomina, chyba spalę się ze wstydu…
-Ooo. Mia, ty szczęściaro, z takim przystojniakiem jedziesz?-Emma zaczęła poprawiać fryzurę koleżance, dokuczając jej w ten sposób.
-Pff, przecież wiesz, że nie podobają mi się Azjaci, wolę Włochów- szybko spuściła wzrok na swoje dłonie.
Kolejka była bardzo długa, a słońce paliło coraz bardziej.
-To będzie dłuuuugi dzień- wciąż narzekała Mia
Stojący obok ciemnowłosej włoszki chłopak, to nikt inny jak V z Bangtan Boys. Stał tam sam, bez reszty zespołu, ponieważ żaden z chłopaków nie chciał  z nim jechać tą samą kolejką piąty raz.
-Byłaś już kiedyś na tej kolejce? Boisz się?-wydukał po angielsku w stylu „Kali być, Kali mieć”
-Mówię trochę po koreańsku, i nie, nie byłam.- odpowiedziała, upewniając się, ze dziewczyny nie widzą, że z nim rozmawia.
-Ja dzisiaj będę jechać tą kolejką 5 raz. Czemu jedziesz sama? Chłopak Cię rzucił? Hahah
-E.. co ? Ja? Nie, nie! Tam są moje koleżanki, ale jest nas nie do pary.. a Ty to co? Dziewczyna Cię rzuciła? Hę?-chciała się odgryźć
-Moi… koledzy nie chcieli już ze mną tu iść- odpowiedział wymijająco. Wydawało mu się, że dziewczyna nie rozpoznała go jako gwiazdę i chciał, żeby tak pozostało-skąd pochodzisz? Nie wyglądasz na tutejszą.
-Jestem Włoszką, a przyjechałam tu z przyjaciółmi na wakacje.
A Twoje koleżanki? Wydaje mi się, ze skądś je kojarzę….-zastanawiał się czy przypadkiem nie są to dziewczyny, które spotkał wczoraj hyung.
- Blondynka-Emma jest z Chorwacji, a brunetka-Ricky jest Irlandką. O! Nasza kolej. Idziemy?
Kolejka ruszyła, wszyscy zaczęli krzyczeć, niektórzy z radości, inni zaś z przerażenia. Przejażdżka trwała około 2 minut. Dla Emmy trwało to w nieskończoność, ale reszta bawiła się świetnie, włączając Mię i jej nowego znajomego. Gdy wysiedli z kolejki, chłopak pożegnał się z Mią i przedstawił się jako Tae.
-Ale super!- zachwycała się Ricky- widzę Mia, że Tobie też się podobało, ale chyba bardziej podobał Ci się Twój nowy kumpel- dokuczała-odniosłam wrażenie ,że zalatywał Alienem, nie sądzisz?
„O rany, chyba faktycznie. Te włosy, i oczy wydawały mi się znajome… ale przecież oni wszyscy wyglądają tak samo. Nie to na pewno nie on. Przecież byłby z resztą zespołu. Hm.. powiedział, że jest z kolegami. To podejrzane. Tae, Tae? Tae! No przecież Kim Tae Hyung! To na pewno On! Ale nie powiem tego dziewczyną, zjedzą mnie żywcem, tylko czemu mówił, że je skądś kojarzy. Może Jin pokazywał zespołowi zdjęcia, które zrobiły sobie dziewczyny wczoraj z nim…”
-Mia! Mia, jesteś tam?!-Lottie machała ręką przed twarzą nieobecnej duchem Mii-Chyba odleciała do innego świata- zażartowała
-Nie. Znaczy tak. Jestem tu, zamyśliłam się.
- Zamyśliłaś? Ciekawe o czym- podchwytliwie dopytywał Brian.
-O nikim!- wręcz wykrzyczała.
-Mam Cię! Czyli myślałaś o KIMŚ.-dręczył ją blondyn
-Dajcie mi spokój Idę się czegoś napić.-I odeszła w stronę straganu.
Resztę dni spędzili w parku rozrywki, poszli jeszcze na pare kolejek, zjedli coś typowo koreańskiego  i udali się do wyjścia. Już przy samej bramie, Mia spojrzała za siebie i zobaczyła siódemkę wysokich chłopaków, a wśród nich dojrzała Tae, który usilnie do niej machał, co upewniło ją w przekonaniu, ze jest on jednym z Bangtanów. Pogodnie mu odmachała i poszła.
………….
-Do kogo tak machasz?-zauważył Kookie
-Poznałem ją dzisiaj na kolejce. Polubiłem ją od razu. Ale co ciekawe, wydaje mi się, że widziałem dziewczyny ze zdjęcia hyunga. Tą blond i brunetkę. Spójrzcie, idą koło Mii.
-Kurcze… też chciałbym je spotkać…ale momencik. Tae, jak ty się z nią dogadałeś?-zastanawiał się tancerz.
-Mówiła po koreańsku, całkiem płynnie , z takim słodkim akcentem.
-Ty się tam nie zachwycaj, pewnie już jej nigdy nie zobaczysz. Jeśli przyjechała na wakacje to niedługo wróci do domu-zauważył Suga- pewnie i tak ma chłopaka-i nagle w wyobraźni pojawiła mu się niebieskooka blondynka ze zdjęcia.-Tak, już nigdy jej nie zobaczysz…





wtorek, 26 lipca 2016

[2] Niespodziewane spotkanie

Przylot odbył się punktualnie. Grupa przyjaciół wraz z resztą osób podróżujących tym samym samolotem udała się po odbiór bagaży. Lotnisko było puste, poza pasażerami tego lotu, na płycie nie było nikogo. Wszyscy zastanawiali się dlaczego Seulskie lotnisko jest aż tak puste.
-Ciekawe co się stało. Jakiś napad czy co, że tu nikogo nie ma? Dziwnie się z tym czuję. Jezu, a co jak to terroryści?-narzekała Lottie.
-Myślę, że to coś gorszego- z przerażeniem wyjąkał Brian-patrzcie tam-wskazał w stronę biegnącego tłumu dziewczyn, wymachujących banerami i krzyczących „Oppa!Oppa!”
-A to niby co ma być?-Oburzona Ricky przyglądała się zdarzeniu-Jakiś zlot wariatek?
-Lepiej zbierzmy się stąd jak najszybciej, nie lubię takich tłumów-Mia szybko chwyciła swoją walizkę i ruszyła w stronę wyjścia.
-Nie, nie, nie. Mia, zaczekaj! Zobaczmy dokładniej o co chodzi. Wydaje mi się, że któraś z nich krzyczała Yoon Gi Oppa!
-Daj spokój, ty masz już jakieś złudzenia, uciekajmy stąd jak najszybciej- krzyczała
-Nie, ale na prawdę słyszałam, popatrz na ich transparenty. Nie wiem jak wy , ale ja i Ricky…-chodź Ricky! Idziemy to zbadać.-Emma chwyciła ciemnowłosą za rękę i pociągnęła w stronę tłumu.
-Nie możemy im pozwolić iść tam samym-zaniepokoił się Brian.-Wiecie jak one za nimi szaleją, dajmy im szansę. Chodźcie dziewczyny.
Gdy nasi bohaterowie dołączyli do dzikiego tłumu, w wejściu 4 pojawili się mężczyźni w czarnych garniturach a zaraz za nimi szli uśmiechnięci i zmęczeni podróżą chłopcy. Tłum krzyczał jeszcze głośniej, a Ricky i Emma oniemiały z wrażenia. Nie mogły uwierzyć, ze są w Korei od niecałych 15 minut, a już udało im się zobaczyć ich największych idoli. Gdy Bangtani wsiedli do swojego vana tłum rozproszył się, a grupa przyjaciół mogła spokojnie udać się do apartamentu.
Gdy wysiedli z taksówki spojrzeli w górę na wieżowiec. Byli zachwyceni. Ich apartament znajdował się na samej górze tego drapacza chmur. Jednak Lottie była trochę zaniepokojona tą wysokością.
-Czy my mieszkamy na samej górze?
-Nie, na parterze….-burknęła Ricky.
- I mamy wejście na dach… do pełni szczęścia brakuje mi tylko basenu- śmieje się Emma.
-Mam nadzieję, ze winda się tam nie zepsuje- mamrotała pod nosem Mia.-Nie lubię chodzić po schodach. Zwłaszcza na samą górę budynków.
-No to co? Idziemy!-Zawołał Brian, przytulił Lottie ze szczęścia i pomógł jej z walizką.-Dziewczyny, pomóc Wam?
-Nie..nie.. damy rade. Jesteśmy w końcu silne i niezależne kobiety-zażartowała blondyna i zarzuciła torbę na ramię.-No to heja, na samą górę i jeszcze dalej!
…
-Woooah, ten dom jest ogromny. Aż wyśle Olivii zdjęcia. Będzie zachwycona, że jej wspaniała starsza siostra znalazła nam taki apartament!
-Apartamentu to szukali Twoi rodzice, ale to nie zmienia faktu, że jest przecudowny... Taki nowoczesny.-zachwycała się Ricky podchodząc do każdego mebla i dotykając go jak eksponatu muzealnego- My tu naprawdę będziemy mieszkać przez całe 2 miesiące? To będą najlepsze wakacje naszego życia!
-Ale jestem głodna. Co powiecie na jakiś spacer w poszukiwaniu jedzenia?-zapytała Lottie.
-Świetny pomysł-odpowiedzieli chórem.
Szybko znaleźli dobrą restaurację, wszyscy byli zachwyceni koreańskim jedzeniem. Emma I Ricky co chwila pokazywały sobie nawzajem reklamy z koreańskimi idolami, a Brian robił pełno zdjęć. To chyba była ich najlepsza kolacja w życiu.
-To co? Płacimy i zbieramy się?-zaproponowała Mia.
Emma w tym czasie poszła po plecaki. Wychodząc podawała kumplom ich rzeczy. Idąc tyłem nie patrzyła pod nogi i nim ktokolwiek się zorientował epicko wpadła na mężczyznę stojącego na chodniku.
-Ahh.. Przepraszam, nie chciałam.. ale ze mnie gapa-zmieszała się blondyna. Odruchowo przeszła na język koreański, którego pilnie uczyła się wcześniej.-Czy ja go skądś nie kojarzę-zapytała tym razem po angielsku stojącą obok Ricky.
-Czy to nie….-
_-..Jin-wyszeptały razem.
Kim Seok Jin już chciał już odejść, gdy te z wyuczonym akcentem jeszcze raz przeprosiły i przedstawiły się jako fanki Bangtanów. Jin uradowany tym faktem chwilę z nimi porozmawiał, zrobili sobie razem zdjęcie i odszedł. Po drodze zakrył twarz maseczką i bezpiecznie wrócił do dormu.

……………..
Tymczasem w dormie
-O, przyszedłeś-stwierdził Rapmonster-Żadna dzika fanka Cię nie napadła?
-W sumie to dwie spotkałem. Były całkiem urocze. Mimo, ze były z zza granicy fajnie mówiły po koreańsku.
-Masz ich numer? Jak się nazywają? Gdzie mieszkają? Wiesz w ogóle cokolwiek?-wypytywała reszta zespołu.
-Emm… no właściwie to nie… znaczy mam ich zdjęcie.
-Daj, no daj zobaczyć. Ahh…Europejki? Jakie one są?-Napadli Jina i wyrwali mu telefon.
-Uuu.. spójrz na nie, są takie… nie tutejsze-błyskotliwie zauważył V
-Zaprosiłeś je na koncert?-Obudził się Kookie- W jakim są wieku?
-Heh..no ja właściwe zamieniłem z nimi pare słow... bo… bo nie chciałem żeby inni mnie rozpoznali…-zmieszał się.
-Przyznaj się, że stchórzyłeś!-dopiekł mu Jimin-Gdybym ja je spotkał…
-Też byś uciekł- skwitował Kookie.
-Aishh. Ty młody!-Jimin rzucił w młodego poduszką.
-Dobra. Idę spać -powiedział Suga.-Ale ta w blond włosach jest całkiem urocza.
-Mnie się tam bardziej podoba ta ciemnooka- zamyślił się Hopie.
-Te nadzieja, bez takich myśli mi tu!-zażartował Rapmon.
Po udanym dniu, nasi bohaterowie wrócili bezpiecznie do swojego apartamentu i zakopali się przyjemnie w swojej pościeli i każdy z osobna usnął słodkim snem.






Zapraszamy do czytania

Cześć Wszytskim.
Z racji tego, że dopiero zaczynamy naszego bloga, z góry przepraszamy za błędy i liczymy na to, że będziecie z nami. :)
W naszym opowiadaniu będą przewijać się wątki k-popowe, ale główni bohaterowie to piątka bogatych przyjaciół, którzy niekoniecznie wiedzą o istnieniu k-popu. Nasze imiona jak i tożsamość nie zostaną ujawnione, ale w komentarzach możecie zwracać się do nas Eun Yoo i Soo Ri.
Zachęcamy do czytania.
Oto początek:

„Kiedyś ktoś powiedział, że marzenia się nie spełniają, a istnieją tylko po to, aby szarym ludziom żyło się lepiej. Marzenia miały być dla nich ucieczką od rzeczywistości, ale czy słusznie in…”
-Mia! Zaraz mamy odprawę , chodź!
- Już lecę! Brunetka zebrała swój notes związała długie ciemne włosy i dobiegła do przyjaciół. Teraz cała piątka szła w stronę gate’a.
-Pisałaś coś do swojej nowej książki?
-Ehh.. Brian, książką to bym tego nie nazwała. Może raczej jest to bezsensowna próba napisania jakiegoś marnego opowiadania. Hah
-Ah, nie bądź taka skromna!-wtrąciła się Lottie. Jej rude, proste włosy układały się jak zwykle , nienagannie. Proste i perfekcyjne, łącznie z grzywką zasłaniającą  brwi pasowały do dziewczyny jak ulał.
Piątka przyjaciół udała się do samolotu.
-Jak to jest możliwe, tu jest siedzenie 57 obok 56, a tam 54, to niby gdzie jest moje 55?-oburzyła się Ricky. Jej ciemne oczy , ledwie widoczne spod rozczochranych kasztanowych włosów z trudem szukały numeru 55. -Co za idiota układał te siedzenia?
-Spójrz pod nogi, czy to nie przypadkiem plakietka z numerkiem, którego szukasz?
-Hej, no faktycznie.. co za chińska tandeta. Już nigdy nigdzie nie polecę tą linią.
-Co ty byś beze mnie zrobiła- Emma z szyderczym uśmiechem i błyskiem w jej jasnych oczach dokuczała Ricky.
-Cicho bądź ty głupia blondynko ty!-Emma z dumą odrzuciła za ramię kosmyk falistych, blond włosów.
Wszyscy pozajmowali miejsca, a samolot wystartował.
-Patrz jak oni do siebie pasują-westchnęła Mia spoglądając na Briana i Lottie, którzy zasnęli oparci o siebie. W tym świetle Brian nie wyglądał na blondyna, lecz na Rudzielca. Długie włosy Lottie opadły na wiecznie pogodną twarz chłopaka. Wydawali się bardzo szczęśliwi i spełnieni.
Mia założyła słuchawki, włączyła swoją ulubioną książkę i tak im minęło im 11 godzin lotu z Frankfurtu do Seulu.

W ten sposób zaczęły ich niepowtarzalne wakacje. Dla Emmy i Ricky była to niezwykła podróż marzeń, kiedy dla Mii, Briana i Lottie był to tylko wspaniały sposób na wspólne spędzenie wakacji z przyjaciółmi, z którymi mają okazję widzieć się tylko raz na rok w czasie wolontariatu w Meksyku.