piątek, 12 sierpnia 2016

[11] Gdy technologia zawodzi...

Następnego dnia szafka w przedpokoju prezentowała się zacnie. Emma za każdym razem gdy koło niej przechodziła w myślach przywoływała rozlany sok i Sugę wycierającego owy sok z jej twarzy. Gdy tylko o tym myślała uśmiechała się i cichutko wzdychała.
Ricky: Co Ci? Czemu się tak szczerzysz?
Emma: A nie… nic takiego,  po prostu mam dobry dzień.
Ricky: A właśnie, jak sobie poradziłaś wczoraj?  Sama składałaś półkę czy ktoś ci pomógł.
Emma zarumieniła się, ale bardziej z radości niż wstydu.
Emma: Hah! Nie zgadniesz kto mi pomógł - odparła dumnie.
Mia: Suga?
Emma: Ej.. psujesz zabawę.. skąd wiesz?
Mia: Nie cieszyłabyś się tak gdyby był to ktoś inny, haha.
Lottie: Hah, a zgadnij czyja to zasługa?
Emma: Twoja?!
Lottie: Hmm.. nie do końca, ale byłam przy tym. Brian zadzwonił do Jimina, żeby któryś z chłopaków ci pomógł i …. Ejjjj zaraz, zaraz. Ich jest 7, Brian zadzwonił do Jimina a i tak przyszedł Suga… wiesz co to może znaczyć…?
Ricky: Aaaaaa.. Emma - zaczęła skakać wokół blondynki - Może on cię lubi!!!
Emma: Nie… pewnie go zmusili…*a może sam chciał… to co wczoraj powiedział i jak się zachował…* a zresztą nie ważne.  Przyszedł, złożył sam szafkę a ja tylko przeszkadzałam, muszę mu jakoś podziękować.
Brian: Ale reszcie chłopaków też by trzeba, bo w sumie o pomoc poprosiłem wszystkich.
Ricky: Dzwonię do Stevie jej o wszystkim powiedzieć.
Emma: To może zaprosimy ich do mieszkania, ugotuję coś pysznego, pogramy na playu.  W końcu obiecaliśmy im, że ich pokonamy!
Lottie: Ja im pokażę mistrza Mortal Kombat, ooo ! I może zagramy z nimi w Aliasa, hah, będzie zabawnie!
Emma: Brian zadzwonisz do Jimina?
Ricky: To wybierz numer, ale ja chce z nim gadać, zdziwi się.
Brian wybrał numer do kolegi i podał telefon Ricky.
Pierwszy sygnał… drugi….. piąty… wkońcu odebrał.
Ricky: Yo, yo! - zaczęła entuzjastycznie - przyjdziecie dzisiaj do nas wieczorem? Chcemy podziękować za wczorajszą pomoc! Będzie żar…
J-hope: Ricky?
Ricky: Emm.. J-hope.. emm… myślałam, że Jimin odebrał… przepraszam, że krzyczałam Ci do ucha -dziewczyna speszyła się momentalnie.
J-hope: Nic się nie stało. Jimin się kąpie po treningu tanecznym. Coś zaczęłaś mówić i ci przerwałem..
Ricky: Tak… ale …*weź się w garść, to tylko rozmowa przez telefon, wcale nie wydaje się jakby nie chciał z tobą gadać, może cię polubi w końcu, choć odrobinę… Pierwszy raz ze mną rozmawia… wcześniej mnie unikał, pora to zmienić!*- Tak będzie pyszne żarcie i gry, przyjdziecie?
J-hope: Chętnie, pamiętam, że rzuciłyście nam wyzwanie w Mortalu.
Ricky: Zmiażdżymy was! Dziewczyny kontra chłopaki, oczywiście my wygramy!
J-hope: Brzmi jak wyzwanie, to do … a o której mamy przyjść?
Ricky: Koło 17?
J-hope: Okej, przygotujcie się na porażkę!
Po tej rozmowie Ricky od razu powiadomiła Stevie, a Emma zabrała się za przygotowywanie posiłku, ale szybko zrezygnowała.
Emma: Aaaaa! To tak nie działa! Czemu nikt w domu nie nauczył mnie gotować… czemu ja się tego w ogóle podjęłam?
Lottie: Żyjesz tam?!
Emma: Ja tak… ale osoba, która zje to co przygotowałam raczej nie…
Mia: A czy Stevie przypadkiem nie lubi gotować?
Emma: Mia! Jesteś geniuszem! Podajcie mi telefon.
Ricky: Złapiesz?
Emma: Nie.. poczekaj podejdę.
Ricky: Za poźno, rzucam!
Emma: Aaaa…. Nie! Brian uważaj!
Ricky rzuciła, na szczęście swoim , telefonem w stronę Emmy nad fotelem, na którym siedział Brian. Na jego nieszczęście, wstał akurat w momencie gdy telefon był nad nim i dostał 5 calowym Sony w głowę.
Brian: Aaaa…. Co to za cegłofon?
Ricky: Przepraszam….. nic ci nie jest? Brian, przepraszam, przepraszam…
Brunetka podeszła do poszkodowanego ciągle błagając o wybaczenie.
Brian: Mia, może ty lepiej zadzwoń do Stevie.. masz telefon przy sobie, tak będzie bezpieczniej.
Ricky: Ale nic ci nie jest? Na pewno cię boli…
Brian: Nie.. nic mi nie będzie… bardziej bym się martwił o twój cegłofon, nie wygląda najlepiej.
Emma: Jakby ci to powiedzieć… chyba wyzionął ducha..
Ricky: O nie Hopie, oddychaj, oddychaj!
Brian: On też ma imię?
Ricky starała się jakoś naprawić telefon, wyglądał jakby przejechał po nim czołg. Cała szybka potłuczona, na kafelkach na podłodze również leżało pełno szkła.
Ricky: Ja wszystko muszę nazywać… ale to teraz nie ważne, bo muszę się na zawsze pożegnać z Hoseokiem.
Dochodziła godzina szesnasta, a cała uwaga była poświęcona poszkodowanym - Brianowi i Hopiemu.
Brian: Przygotujemy mu godny pochówek.
Ricky: Ja nie byłam gotowa na jego stratę, nie pożegnałam się z nim, miałam mu tyle do powiedzenia.
Do żartów dołączyła się Emma.
Emma: Mieliśmy z nim tyle wspomnieć, wszędzie z nami był… To dla wszystkich wielka strata.
Jedynie Mia zachowała zdrowy rozsądek i zadzwoniła do Stevie z prośbą, żeby coś ugotowała i to najlepiej jak najszybciej.
Stevie: Spokojnie, przygotuję coś i punkt 17 będę u was z pysznym jedzonkiem.
Mia: Nie, nie, chodź do nas. My tu mamy co trzeba, a musisz zobaczyć ten cyrk, który odwalają Ricky z Emma i Brianem, można się pośmiać. No i potrzebuję kogoś normalnego, żeby pogadać  bo im wszystkim odbiło, hahha . Nie no żart, ale chodź do nas teraz.
Stevie: Oki, daj mi 5 minut i będę.
Jak dziewczyna powiedziała, tak zrobiła. Za 5 minut była już w holu i podziwiała nowy mebel.
Stevie: Śliczna szafka - wzrok Stevie powędrował na grupkę 3 przyjaciół pochylających się nad stolikiem, na którym leżał zepsuty telefon - Co wy robicie? Modlicie się do niego, czy jak?
Ricky: Zamordowałam Hopiego, jak mam z tym teraz żyć?
Mia: Nie przejmuj się nimi, chodźmy do kuchni.
Lottie: Gdzie mamy zmiotkę, trzeba by pozbierać szkło zanim ktoś w to wejdzie - Lottie nagle udzieliło się dziwne poczucie humoru przyjaciół - To znaczy, muszę pozbierać jego szczątki, przecież nie można ich tak beszcześcić, nie mogą leżeć na ziemi.
Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet Mia i Stevie. Pozbierali „szczątki” , odłożyli telefon na bok i poszli się przygotować. Emma podłączyła kontrolery do telewizora, Ricky i Lottie przyniosły gry,  picie i  jakieś przekąski.  Stevie wraz z pomocą Emmy skończyły chorwacką potrawę - Burka i zabrały się za zimne przekąski gdy zadzwonił dzwonek.
Stevie: O nie! Nie zdążyłyśmy…
Mia: Dokończymy później ,najpierw chodźmy się przywitać.
Wszyscy poszli przywitać gości.
V: Mmmmmm.. ale coś ślicznie pachnie, aż zgłodniałem.
Rapmon: Ale od wyjścia narzekasz, że jesteś głodny.
V: No tak, ale teraz zgłodniałem jeszcze bardziej.
Jin: Co gotujecie? Faktycznie pachnie pysznie.
Stevie: Zrobiłyśmy chorwackiego burka..ale nie zdążyłyśmy z przekąskami.
Jin: Mogę pomóc? Lubie gotować.
Stevie: Ahh,  chciałoby ci się?
Jin: Pewnie, umyję tylko ręce i ide.
Kook w tym czasie bardzo uważnie przyglądał się rozmowie hyunga z blondynką.
Kook*Jak on to robi? Czemu ja jej nie zaproponowałem pomocy… Czemu nie mogłem wydusić z siebie słowa?*-Emm. S..Stevie, ja też mogę pomóc - to brzmiało bardziej jak pytanie niż propozycja.
Stevie: Jeśli chcesz to pewnie, kuchnia jest po prawej. Jak się umyjecie to chodźcie.
Gdy ciastek umył ręce i wytarł podłogę na którą rozlał wodę z wiadra, które leżało pod umywalką poszedł do kuchni. Po drodze mijał chłopaków. Którzy już dorwali się do playstation. W kuchni zastał Jina  i Stevie rozmawiających w najlepsze.
Stevie: Mmm to jest pyszne, jak to zrobiłeś?
Kook: Pff...ja też takie umiem zrobć - Ciastek zrobił się zazdrosny o hyunga.
Stevie: Świetnie, że już jesteś – uśmiechnęła się uroczo - zamieszasz proszę ten sos?
Kook: P-Pewnie! *Aish!! Czemu ja się przy niej jąkam? Jest ze mną, aż tak źle? Jung Kook ogarnij się !*
Maknae mieszał sos, co jakiś czas go próbując, był naprawdę pyszny. Stevie okazałą się świetną kucharką, świetną ale niską.
Stevie: Jin… to leży za wysoko. Podał byś mi to, proszę?
Kookiego ogarnęła taka zazdrość  i złość , że jak to usłyszał to walnął pięścią w blat.  Znaczy chciał uderzyć w blat, ale trafił w ucho garnka, wszytsko rozlał i poparzył się.
Kook: Aish… to boli!
Stevie: Kookie, nic ci nie jest? Weź to szybko pod zimną wodę! Aaaa… Ricky pomocy!
Ricky: Nie mogę teraz! Emma idź tam do tych sierot.
Emma pobiegła do kuchni. Stevie schłodziła i opatrzyła ranę młodego zazdrośnika, który pomimo bólu był teraz szczęśliwy.
Kook*Może to żałosne , ale teraz przynajmniej zwróciła na mnie uwagę. Ale ma delikatne dłonie.*
V: Jin!!! Pośpieszcie się ! Umieram z głodu, zaraz zjem ten kontroler jak mi nie dacie czegoś do zjedzenia.
Jimin: Taakkk.. hyung  dajcie już to żarcie.
Rapmon: To może ruszcie dupy i przynieście coś , a nie będziecie krzyczeć po innych.
Brian: Nie, nie wy siedzicie, ja pójdę.
Lottie: Czekajcie , a my wam już przyniesiemy wszystko.
Najmłodszy z bangtanów doszedł już od siebie, razem z Lottie i Brianem zanieśli talerze, sztućce i jedzenie do salonu. Burek wszystkim bardzo smakował, idole zajadali się nim w najlepsze. Po skończonym posiłku nadszedł czas na pojedynek w Mortal Kombat.
Ricky: To tak, gramy chłopaki kontra dziewczyny. Ustalamy w drużynach kolejność  Nas jest pięć, was osiem, więc u nas ktoś gra dwa razy. Gotowi na porażkę?
J-hope: Chyba w snach!
Ricky: Hah, let the battle Begin!
Emma: Dobra, ustalona kolejność? Ja gram pierwsza, kto u was jest pierwszy?
Suga: Ja. Łap pada - rzucił kontrolerem w stronę blondynki.
Emma: Aaa…! W tym apartamencie jest zakaz rzucania jakimikolwiek rzeczami elektronicznymi, ok? Po prostu mamy tu szczęście do niszczenia sprzętu, a raczej Ricky..- gniewnym wzrokiem spojrzała w stronę brunetki.
Ricky: Hopie, spoczywaj w pokoju… Ja naprawdę nie chciałam.
V: Że co?!
Ricky, która nie pomyślała, że inni nie wiedzą o jej dziwnym nawyku nazywania przedmiotów i tym, że inni słysząc Hopie myślą o Hoseoku, kontynuowała.
Ricky: Taakk… jego szczątki leża tam po prawej.
Wszyscy bangtani: Co!?
Ricky: * O nie! Co ja narobiłam! Aaaa jaki wstyd… on się nie może dowiedzieć, że nazwałam mój cegłofon jego imieniem…*
V: Ej patrzcie, to tylko telefon, a nie szczątki prawdziwego Hoseoka.
Rapmon: Co za debil.. serio myślałeś, że leży tam martwy Hope?
V: No ale tak powiedziała…- Jimin rzucił w Aliena poduszką.
Jimin: Ale z ciebie debil hahaha!
Suga: Czy ty nazwałaś swój telefon imieniem naszego tancerza, czy coś źle zrozumiałem?
Ricky: Niee...no co wy...- próbowała wybrnąć - Przecież to byłoby  żałosne - głupkowato się śmieje.
J-hope: Mnie się tam podoba. Haha
Ricky: Ty sobie nie myśl, że to prawda co powiedział Suga! Muszę na chwilę do łazienki - i wybiegła z rumieńcem na twarzy.
Jimin: Brian, powiedz nam na serio, o co chodzi.
Brian: Niee.. ja chyba nie mogę.
Jimin: Ej na brachu, nie bądź taki.
Ricky zza drzwi łazienki: Brian, nawet się nie waż!!!
Brian: Nie.. ona nazywa swoje przedmioty, ale z tego co mi się wydaje, to nie chodziło o wasz zespół.
Ricky przez następne 10 minut chowała się w łazience.
Lottie: Ricky możesz wyjść, oni już dawno o tym zapomnieli. A poza tym teraz twoja kolej w naszym pojedynku. Dokop im, pokaż że dziewczyny mogą wygrać, bo jak na razie kiepsko nam idzie.
Ricky: A z kim mam grać?
Lottie: Z Rapmonem.
Ricky: Na pewno, a nie z Hopem?
Lotte: Spokojnie, ja grałam z Hopem, chodż już .
Ricky: No dobra.. ahh ale wstyd.
Ricky niepewnie weszła do salonu, ale gdy zobaczyła Jimina machającego jej radośnie, aby siadła koło nich i zagrała, humor jej się polepszył. Przez następną godzinę trwał zacięty pojedynek. Koniec końców, po wielu dogrywkach wygrali chłopaki. Wszyscy, łącznie z Ricky, zapomnieli o wstydliwym incydencie z telefonem i świetnie się bawili.
Mia: Ej dziewczyny, patrzcie na Ricky i Hope’a. A ona głupia myślała, że on jej nie lubi. Patrz jak on na nią zerka, jak sobie żartują i w ogóle.
Lottie: No, no, oczu nie może od niej odezwać hahah.
Emma: Suga się tak na mnie nigdy nie spojrzy…
Mia: Aj, daj spokój i tak jest lepiej, bo teraz z toba najwięcej gada, wcześniej to był taki maruda, że nawet cześć nie mógł powiedzieć.
Lottie: Dobra! Wszyscy słuchajcie, skoro skończyliśmy, to ja idę po Aliasa i teraz was rozgromimy, ale troszkę zmodyfikujemy grę i zagramy też na wyzwania, tak będzie zabawniej.
Wszyscy wstali z kanapy, zostali tylko Ricky i Nadzieja.  Hopie spojrzał na Ricky w tym samym momencie co ona na niego, ich wzrok się spotkał. Przez ułamek sekundy patrzyli na siebie , ale gdy do dziewczyny dotarło to co się stało szybko spuściła wzrok i mimowolnie zarumieniła się. Wstała po pada i żeby rozładować napięcie zaproponowała szybki pojedynek.
Ricky: Może szybka walka? Bo koniec końców, nie pokonałam cię jeszcze.
Jimin: Hopie, co ty taki czerwony na twarzy? Hahaha.
Hope: O czym ty mówisz. Jasne Ricky, chętnie cię ogram.
Na stoliku obok Brian z Emma rozłożyli planszę, resztę przekąsek i czekali,  aż brunetka i Hoseok skończą grać.
V: Gołąbki, chodźcie już!
Ricky w głębi spodobało się to przezwisko, ale nie mogła dać tego po sobie poznać, a poza tym nie wiedziała jaka będzie reakcja Nadziei. Ku jej zdziwieniu nie oburzył się.Wykorzystał zaskoczenie dziewczyny i wygrał pojedynek.
Hope: Chodźmy do nich. Przegrani przodem - wstał i przepuścił dziewczynę przodem.
Ricky: Jeszcze się odegram. Już idziemy!
Emma: No nareszcie. Znacie zasady?
Jimin: Nie…
Rapmon: Wytłumacz nam szybko i grajmy, jestem bardzo ciekaw tej gry. Już tak dawno nie grałem w planszówki.
Brian: Cóż jesteśmy chyba jednymi z nielicznych, którzy tak uwielbiają planszówki hahaha. Za każdym razem jak się spotykamy to sobie w coś gramy, a Emma jest naszym „sponsoerm” gier. Ma ich chyba ze sto! – stwierdził wesoło.
Lottie sprawnie wytłumaczyła zasady i zaczęli grać. Wszyscy świetnie się bawili. Najbardziej bawiło ich jednak pokazywanie kalamburów przez Briana. On i jego pokrętne ścieżki wyobraźni… tylko on to rozumie i pojmuje (gdybyście zobaczyli jak pokazywał hasło „papier ścierny”, to padlibyście ze śmiechu). W końcu doszli do wyzwań i pytań. Mia miała zadać pytanie Emmie.
Mia: To..- uśmiechnęła się podejrzanie- Co się wydarzyło się między wami jak Suga przyszedł ci pomóc?
Emma: Ej, co to jest w ogóle za pytanie!? - spojrzała ukradkiem na Sugę - O co ci chodzi?
Mia: Nie mówicie, że zupełnie nic. Od rana chodzisz z tym głupkowatym uśmieszkiem na ustach.
Emma: Nic, o co ci chodzi.  Rozlałam sok, to wszystko.
W czasie gdy dziewczyny się kłóciły Jimin szeptem do Sugi:
Jimin: Nie wnikam co się działo, ale widziałeś reakcję Emmy jak Mia o tobie wspomniała? Cały dzień się uśmiecha.. pewnie myśli o wczoraj haha.
Suga: Tak.. haha może, to urocze.
Jimin: Ale jakby na to nie patrzeć, ty też od wczoraj masz jakiś dobry humor.. to podejrzane.
Suga: Nie drąż i tak nic ci to nie da. Uspokój ciekawość, wyjdzie ci to na dobre.
V jako opiekuńczy kosmita wziął stronę Mii.
V: Emma odpowiadaj szczerze, takie są zasady gry.
Emma: Ale już wszystko powiedziałam! Rozlałam sok, nic więcej. Człowiek nawet nie może się uśmiechnąć, bo zaraz inni mają problem… co za ludzie.
V: Mia, nie przejmuj się, masz rację. Nie zrobiłaś nic złego.
Mia: Tae, o czym ty mówisz?
V: To nie ważne, ważne jest to że ja zawsze będę trzymał twoją stronę.
Mia: Ehh...jak dziecko.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się huk i zgasły wszystkie światła.
Stevie: O nie i co teraz?
Ricky: Gdzieś w tym pomieszczeniu gospodarczym widziałam świeczki, ale ja tam nie pójdę, tam jest okropnie… i śmierdzi starą szmatą.
Mia: Skoro ty je widziałaś, to idź. Najszybciej je znajdziesz.
Ricky : Fuuu..nie chce.. boję się - dodała ciszej.
Hope: To ja pójdę z tobą!
Suga: Przecież ty się boisz ciemności.. i ogólnie wszystkiego…
Hope: Zamknij się! Ricky chodźmy.
I poszli, co chwila potykali się o coś. Z nie wiadomych powodów Tae wstał, ale nikt nie zwrócił na to uwagi.
Rapmon: Pójdę zobaczyć, czy na korytarzu też nie ma światła.
Jin: Dobry pomysł, poczekaj idę z tobą.
Gdy oboje dotarli do drzwi, Monster nacisnął klamkę, popchnął drzwi i .. nic. Nie da się ich otworzyć.
Rapmon: Macie drzwi zamknięte od środka?
Lottie: Nie, mają elektroniczny zamek i są sterowane przez telefon i wifi… o nie! Te pieprzone „inteligentne” domy! Nie wyjdziemy stąd teraz, jak nie ma prądu, to system nie działa.
Jimin: Utknęliśmy tu na zawsze!
Na drugim końcu apartamentu usłyszeli to Ricky i Hope.
Ricky: Ale jak to nie wyjdziemy stąd? - Dziewczyna poważnie się wystraszyła - Bez prądu.. na jak długo? To nie może być prawda… A co jeśli na dole jest jakiś pożar, dlatego nie a prądu, a my tu zostaniemy? - zaczęła poważnie panikować.
Hope w ramach pocieszenia chciał przytulić dziewczynę, pomyślał  że to idealna okazja, gdy nagle coś dotknęło dziewczynę w stopę. Ricky z dzikim wrzaskiem wskoczyła na Hopa, nie myślałam wtedy o niczym.
Ricky: Coś mnie dotknęło, aaaaaa!!!! - dziewczyna wisiała wtulona w idola – Pomocy..- błagała już nieco ciszej.


To be continued… xD 

czwartek, 11 sierpnia 2016

[10] Zły dzień?

Nadszedł dzień sądu dla blondynki. Nie w TYM  znaczeniu oczywiście, ale teraz to sformułowanie pasuje jak ulał do zaistniałej sytuacji.
Mówiąc o blondynce mamy na myśli Emmę, a wspomniany dzień sądu to nic innego, jak wcześniej zapowiedziany przez Ricky dzień, w którym Emma będzie musiała zmierzyć  się z szafką do przedpokoju. Emma jest dziewczyną bardzo inteligentną i zaradną… to na pewno! Lecz złożenie szafki totalni ją przerosło. Nie chodzi tu o lenistwo, czy brak chęci do zrobienia czegoś pożytecznego, nie. Tym razem, ta przeklęta szafka ją po prostu przerosła. Nigdy nie była dobra w takich majsterkowaniach, takimi rzeczami (według niej) powinien zajmować się Brian. Jeśli już mowa o Brianie, to on bardzo chętnie by pomógł w składaniu, ale musiał pojechać do urzędu. Pojawił się jakiś problem z jego paszportem… sam do końca nie wiedział o co chodzi.
 Wracając do dzisiejszego wyzwania Emmy, nie było by tak źle, gdyby ta szafka była z Ikei. Z prostą, zrozumiałą dla wszystkich instrukcją i obrazkami, ale nie! To jest mebel z koreańskiego odpowiednika Ikei i jak na złość poza tym, że meble trzeba samemu poskładać, to ta firma nie ma nic wspólnego z Ikeą... Ani łatwe mocowania, ani przejrzysta instrukcja w języku angielskim ( wszystko po koreańsku w bardzo fachowym języku, przez co Emma miała problem ze zrozumieniem słów ) to jeszcze nie ma w tej instrukcji żadnych obrazków, sam tekst, tylko krzaczki. A raczej ludziki.. hangul wygląda jak ludziki, chińskie znaki to krzaczki.
 Zastanawia was jeszcze pewnie czemu w wynajętym apartamencie na wakacje, dziewczyny muszą same składać szafkę. Hmm.. w sumie to jest dobre pytanie, bo mężczyzna, który jest właścicielem nic im nie wytłumaczył. Parę dni po wprowadzeniu się, zapukał do drzwi,  wniósł pudło do pokoju i powiedział, że jeśli chcą mieć półkę na buty to muszą ją sobie złożyć. Natomiast jeśli jej nie chcą, to też muszą ją złożyć, bo ma to być mebel do tego apartamentu i jak go nie złożą, to będą musiały więcej zapłacić za wynajem. Koniec i kropka. Dziewczyny już nawet nie dopytywały się "dlaczego i o co w ogóle chodzi" , to co powiedział i tak nie miało sensu a one miały jeszcze jet laga, więc dalszy dialog mógłby tylko wszystko bardziej skomplikować. Tak powiedział i musiały się z tym zgodzić.
 Tak więc, Brian siedzi od rana w urzędzie i próbuje coś załatwić. Lottie poszła z nim dla towarzystwa żeby było mu raźniej. Ricky i Mia poszły do księgarni, a Emma została sama w domu.
Brian dzwoni do Emmy.
Brian: Cześć… i jak tam? Dajesz sobie jakoś radę?
Emma: Emm.. no tak.. znaczy.. nie umiem nawet zacząć, ale heh.. chyba sobie poradzę [w tle słychać trzask] Aish!!! Kogo ja oszukuję, nie dam rady, to jest jakieś piekło. Briannnnnn , pomocy!
Brian: Chętnie bym Ci pomógł, ale naprawdę muszę to pozałatwiać… poczekaj mam pomysł! Daj mi chwilę, nie wychodź z domu, nie skacz z okna z rozpaczy. Już wiem jak Ci pomóc!
Emma: Co?! Serio? Jak ? Co ty znowu wymyśliłeś?
Brian: O nic się nie martw! Rozłączam się. Papa.
Brian zadzwonił do Jimina. Jest niedziela wiec może chłopaki nic nie robią. Nic związanego z ich pracą.
Jimin: Yo ziomek!  Co tam?
Brian: A no cześć cześć. Hej , bo mam sprawę. Potrzebuję waszej pomocy.
Jimin: Jasne, wal! O co chodzi?
Brian: W sumie to nie ja jej potrzebuje, a Emma. Bo została sama w apartamencie i musi poskładać półkę do pokoju, ale ma z tym duży problem. Miałby ktoś z was czas, żeby jej pomóc?  Ja bym to chętnie zrobił, ale mam parę ważnych spraw do załatwienia, reszta dziewczyn wyszła, a Lottie jest ze mną.
Jimin: Emm.. tak myślę, że ktoś z nas przyjdzie. Nie przejmuj się, nie zostawimy jej z tym samej .
Brian: Dzięki wielkie! Jestem wam coś winien, nie wiem jak wam się odwdzięczyć!
Jimin: Nie ma sprawy dla ziomala wszystko. Trzymaj się i niczym nie przejmuj. Nara !
W dormie u chłopaków:
Jimin: Słuchajcie. Jest sprawa. Piękna blond niewiasta siedzi sama w apartamencie i potrzebuje pomocy. Ktoś chętny?
Najpierw wszyscy siedzieli cicho, ale gdy dotarło do nich co powiedział rzucili się.
Wszyscy: Ja! Ja! Wybierz mnie!. Ja chce!
Jin: A o co chodzi dokładnie?
Rapmon: Czy ona nie umie odkręcić słoika czy to jakiś poważniejszy problem?
V: Niewiasta w opałach. Gdyby to była Mia nie dopuścił bym, żeby miała jakikolwiek problem.
J-Hope: Blondynka? Chodzi o Emmę? Co się stało? Bardzo chętnie jej pomogę.
Suga: A nie możecie iść wszyscy skoro chcecie?
Jimin: A ty nie chcesz?
Suga: Mogę iść, ale nie będę się z wami o to bić. Nie mam 5 latek żeby się tak zachowywać.
Kook: A nie chodzi o Stevie? Ona też jest blondynką.
J-hope: No w sumie racja.
Jimin: Nie, nie.  Z tego co mówiła Stevie, to ona odwiedza rodzinę w ten weekend więc jej tu nie ma. Chodzi o Emmę. Musi złożyć szafkę do pokoju a nikt inny nie może jej pomóc.
J-Hope: A co z Ricky? Jej tam nie ma.
Jimin: Aaaaaaaaaa za dużo pytań! Nie wiem, nie ważne! Emma, szafka, apartament, sama, kto pójdzie? Zrozumiałe?!
Jin: Losujmy.
Rapmon: V ty masz notes. Zrób losy, tylko nie oszukuj. Kto wylosuje kartkę z imieniem Emmy, pójdzie jej pomóc.
Alien przygotował losy, wrzucił je do miski i podał każdemu, żeby wylosował. Ku ogólnemu zdziwieniu, „szczęśliwy los” wyciągnął Suga. Osoba, której najmniej zależało.
Suga: Skoro los tak chciał, to pójdę. Podaj mi tylko moją czapkę - zwrócił się do Kooka
Kookie popatrzył na czapkę leżącą koła niego i wybuchnął śmiechem. Suga nie miał pojęcia o co chodzi, ale reszta chłopaków szybko załapała.
Kook: Łap swojego kondoma!
Suga: A no tak.. bardzo śmieszne - powiedział to niby sarkastycznie, ale z trudem ukrywał uśmiech. Wyszedł z dormu spojrzał jeszcze raz na czapkę *Emma też miała takiego kondoma ostatnio* uśmiechnął się, tym razem szeroko i poszedł.

 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ding dong! Zabrzmiał dzwonek w apartamencie.
Emma: O..! Czyżby Brian przyszedł mi pomóc? Ale czemu nie wchodzi... Może zapomniał kluczy? No nic. Już idę! -krzyknęła w stronę przedpokoju.
Blondynka otworzyła drzwi i nie patrząc nawet kto przyszedł, rzuciła się chłopakowi na szyję.
Emma: Ahhh! Dziękuję, ze przyszedłeś! Sama w życiu bym sobie nie poradziła, jesteś cudowny że wróciłeś mi pomóc, a co z urzędem?
Suga bardzo się zdziwił, ale nie wyrywał się z uścisku dziewczyny.
Suga: Emm.. Jaki urząd? I chyba nie na mnie czekałaś, sądząc po twojej reakcji.. na mnie byś się tak nie cieszyła raczej..
Emma się zmieszała, ale nie mogła dać tego po sobie poznać.
Emma * O nie ! Co ja narobiłam... ale wstyd! Co on tu robi? Dlaczego on? Przecież mnie nawet nie lubi.. pff.. Ale nie, muszę wyjść z tego z dumą, nie dam mu satysfakcji, z tego że ma rację! A niech się zawstydzi ! *
Emma: Niby czemu? Przecież widziałam przez wizjer kto stoi na korytarzu. *Uff wybrnęłam jakoś*
Po prostu cieszę się, ze przyszedłeś mi pomóc.
Suga spojrzał na drzwi i zaśmiał się.
Emma: Co cię tak bawi?
Suga: Nie macie wizjera w drzwiach - chłopak uśmiechnął się po raz kolejny na myśl o miśku jakim obdarzyła go Chorwatka.
Emma: Nie ważne! Wejdź do środka, nie stój tak na zewnątrz.
Oboje weszli do mieszkania, Suga przeczytał instrukcję i razem z drobną pomocą Emmy poskładali szafkę.
Suga*Może ona nie jest taka egoistyczna..w końcu poprosiła o pomoc… mogła odmówić jak mnie zobaczyła, a ona.. nawet się na mnie rzuciła. Hahah*
Emma: Chcesz może coś do picia? Złożyłeś to cholerstwo prawie sam, musisz być zmęczony.
Suga: Soku bym się napił. *jeśli mi szczerze podziękuje, to zmienię o niej zdanie, wyglądała dzisiaj uroczo… nieporadnie, ale uroczo, starała się, gdyby była takim samolubem jak mi się wcześniej wydawało to nie starałby się tak*
Emma przyniosła swojemu biasowi szklankę z sokiem i przez moment nad nim stałą i patrzyła jak on ze starannością składa kawałek papieru który trzymał w ręce. Wyglądał na bardzo zamyślonego.
Emma: Przyniosłam ci so…-Emma zrobiła krok w stronę chłopaka i zahaczyła stopą o dywan. Straciła zupełnie równowagę i poleciała w stronę Min Yoongiego oblewając sokiem siebie, jego, podłogę i fotel, a na to wszystko upadła na kolana idola. Jakby tego było mało, nie upadła z gracją jak to bywa w filmach. Poleciała na twarz, brzuchem leżała na kolanach rappera ,a łokieć wbiła mu w brzuch .
Emma: Co za żenada… Przepraszam…- skryła twarz w dłoniach
Suga: Wyglądasz tak żałośnie, że nawet nie potrafię się na Ciebie zezłościć.
Emma: Dziękuję…chyba.
Suga zaczął się śmiać, pomógł jej wstać i wytarł rękawem bluzy sok z twarzy dziewczyny.
Emmie niemal, że stanęło serce. Sama nie wiedziała czy ze wstydu, czy z tego że jej bias wytarł jej twarz swoją bluzą.  Przez moment stali tak naprzeciwko siebie i patrzyli.
Suga: To ja przepraszam, oceniłem cię z góry, a jesteś zupełnie inna. Szczerze mowiąc nie lubiłem cię na początku, ale jak widać pierwsze wrażenie jest mylne.
Emma: Nie wiem co powiedzieć, bo ja właśnie miałam wrażenie, że od początku mnie unikasz.
Suga: Trochę tak było, ale to dlatego, że miałem takie samo wrażenie o tobie… Hah bardzo dobry sok, mogę jeszcze ? Bo większość jest na podłodze i na tobie.
Emma: Haha tak pewnie - dziewczyna poszła do kuchni po kartonik z sokiem i przy okazji przyniosła szmatkę- masz powycieraj się troszkę.
Suga: To może przynieś jeszcze coś do podłogi, bo jak Ricky zobaczy, że lepi się podłoga i fotel to dostanie szału, z tego co zauważyłem, jest pedantyczna w niektórych sprawach.
Emma: Hahah faktycznie!
Emma przyniosła jeszcze dwie szmatki, wiaderko z wodą i gdy skończyli wszystko czyścić zadzwonił telefon Yoongiego.
Suga: Tak?
Jimin: I jak, złożyliście półkę? Mam nadzieję, że tak, bo V zepsuł playstation i jesteś nam potrzebny.
Suga: Taaak… już wracam -odpowiedział niechętnie i rozłączył się - Muszę już iść, dziś jest chyba jakiś dzień „ Suga pomaga” czy coś w tym guście..
Emma: Hahah, chyba nie często jest taki dzień, więc trzeba korzystać - droczyła się dziewczyna- Dziękuję!
Suga: Spoko! Papa! - Idol założył słuchawki i wyszedł.
Zamykając drzwi za Sugą, Emma spojrzała na nie.
Emma: Przeklęty wizjer!

wtorek, 9 sierpnia 2016

Wybaczcie nam!!! Już niedługo zaczną się pojawiać kolejne rozdziały.

Hejka wszystkim czytelnikom! :D
Bardzo przepraszamy, ze od tak długiego czasu nic nowego nie wstawiłyśmy, ale nie wynika to z naszego lenistwa, czy co gorsza braku pomysłu ^^ , po prostu ostatnio nie było czasu żeby się spotkać i coś naskrobać.
Hmm... wybaczycie nam?
Może chcielibyście pare faktów lub ciekawostek o naszych postaciach?
Hah, nie macie wyboru i tak je wstawimy. :P
To tak: zacznę od Mii:
Jest to dziewczyna, jak już każdy wie, z Włoch, raczej nieśmiała, skromna bardzo inteligentna, ale nie brakuje jej włoskiego temperamenciku, takiego wiecie, hmm no ma swój charakterek. Uwielbia czytać książki, a nawet jest autorka książek. Ma młodszą siostrę i bardzo kocha koty.
Trochę o jej wyglądzie. To tak, ma długie , ciemno-brązowe falowane włosy, brązowe oczy, 170 wzrostu. Ubiera się ładnie, ale nie jest typową maniaczką mody, ubiera co jej się podoba, tak żeby pasowało do siebie.
Mia nie interesuje się zbytnio k-popem, wie o nim tyle co opowiadają jej Emma i Ricky, a opowiadają jej dużo. :D

Teraz czas na Emmę. Jest ona blondynką, o falowanych, dość długich włosach 9 takie za łopatki) jasne, niebieskie oczy i jasna cera, jak to na blondynkę przystało. Pochodzi ona z Chorwacji, ma bardzo bogatych rodziców, ale to nie wpływa na jej charakter, absolutnie nie jest rozpuszczoną dziewuchą. Docenia pracę rodziców i wie, ze pieniądze nie spadają z nieba. Jest bardzo sympatyczna i energiczna. Interesuje się kpopem, ale nie jest taką "psycho-fanką". Jej ub to Suga z BTS ( co już pewnie zauważylicie w poprzednich rozdziałach :D ) Razem, z Ricky uczyły się koreańskiego i obie interesują się psami. Sporty z psami jak agillity i ich tresurą. Emma , tak jak zresztą i Mia , jest raczej leniuszkiem i poranne wstawanie sprawia tej dwójce największe problemy.

Ricky to energiczna dziewczyna. Około 170 wzrostu, ciemne proste włosy, takie do łopatek, ciemniejsza karnacja od Emmy, oczy bardzo ciemnobrązowe i delikatne piegi ( jak to na Irlandkę przystało ) Jak już wcześniej wspomniałyśmy lubi psy, ale też sporty. Trenowała kiedyś karate, teraz teakwon-do , lubi biegać i ćwiczyć w domu. Dba o zdrową dietę i zdrowy styl życia , ale też nie do przesady. Rówież ma bogatych rodziców- lekarzy, dzięki czemu mogła sobie pozwolić na wakacje w Korei.  Słucha kpopu, a jej UB to J-Hope z BTS.

Brian to chłopak Lottie, Jest francuzem o blond włosach, mocno zarysowanych kościach policzkowych, Nie należy do wysokich, ale za to jest bardzo wysportowany i świetnie zbudowany. Brian to chodząca kreatywność. Nie ma rzeczy, na którą by nie znalazł sposobu, jeśli pojawi się jakiś problem on zawsze zaradzi swoimi niekonwencjonalnymi pomysłami, a na dodatek gra na gitarze i razem z Lottie trenuje karate. Brian to prawdziwy człowiek renesansu z poczuciem humoru.
Lottie jest Niemką. Jest niższa od Briana, ma rude proste włosy i idealną prostą grzywkę. Ubiera się bardzo ładnie, lubi sporty i naukę. Chce być w przyszłości lekarzem,

Cała grupka przyjaciół poznała się w czasie wolontariatu w Meksyku.

Na razie tyle, jeśli macie jakieś pytania odnośnie postaci,śmiało piszcie komentarze, chętnie odpowiemy. Kolejne rozdziały pojawią się już wkrótce, więc zachęcamy do czytania ! :D
Trzymajcie za nas kciuki, bo jeszcze nie mamy wprawy w prowadzeniu bloga , hah :D
Fighting! ^^

piątek, 5 sierpnia 2016

[9]Naciągnę Ci tego kondoma na twarz!

Ricky: Wstawać grubasy!!!
Mia: Co?! Ja chce spać…
Ricky: Nie nazwiesz mnie grubasem? Hmm… musisz być naprawdę śpiąca.
Mia: Dajcie mi wszyscy spokój, obudźcie mnie wieczorem.
Emma: Już? Jest tak wcześnie… Idź sobie pobiegać Ricky czy coś, a nie budzisz nas….
Ricky: Ja już dzisiaj ćwiczyłam, Brian wrócił z biegania, więc może wy też wstaniecie. Mia, patrz za okno, V tam idzie i trzyma wielkiego pluszowego misia! O nie! On idzie z dziewczyną za rękę!
Mia: Co?! Serio?-Mia zerwała się z łóżka jak oparzona i jednym susem doskoczyła do okna- Ricky!!! Zabiję cię!!! Chodź no tu, uduszę cię!-za oknem oczywiście nikogo nie była, a Mia rzuciła się w pogoń za Ricky, wymachując poduszką na wszystkie strony.
Emma: Hahahaha.. ale się wkurzyła, to było chamskie co zrobiłaś Ricky, ale-tu zrobiłą małą przerwę- mamy dowód na to, że Mii podoba się Tae. Idę się umyć, Brian, zrobisz śniadanie?-poprosiła najbardziej słodko jak tylko potrafiła.
Emma zabrała ubrania i poszła do drugiej łazienki. W tym czasie Brian i Ricky przygotowywali śniadanie. Lottie ciągle leżała w łóżku i przeglądała instagrama.
Lottie: Mia…! Wyjdź już z tej łazienki… ile możesz tam siedzieć?-krzyczy nie wstając z łóżka- ja serio muszę już tam iść.. wczoraj wypiłam dwa duże piwa.. miej litość!
Mia: Ja już stąd nie wyjdę, one są dla mnie okropne, jeszcze tak mnie upokorzyły!
Lottie: Ale co ja ci zrobiłam?
Mia: Nie pomogłaś mi! Teraz cierp!
Dziewczyny jeszcze chwilę się posprzeczały i Mia zwolniła łazienkę. W tym czasie Emma też już wyszła z drugiej łazienki, ale dziewczyny były tak zaaferowane kłótnią, że nie zauważyły tego, więc Stevie skorzystała z okazji. Gdy wszyscy zjedli i posprzątali po śniadaniu była dwunasta. Pogoda była okropna, cały dzień padało, więc nasi przyjaciele spędzili dzień w apartamencie.  Urządzili sobie mini turniej w Mortal Combat, ale nie ustalili zwycięzcy, ponieważ każdy uważał, że druga osoba oszukiwała .Powtarzali pojedynki i nigdy nie ustalili kto tak naprawdę wygrał, ale każdy świetnie się bawił. O godzinie 15 Stevie, Emma, Ricky i Mia wpadły w panikę ponieważ niedługo mieli spotkać się z chłopakami, a one przecież nie są jeszcze w ogóle  przygotowane.
Emma: I co ja mam niby ubrać? Nie mam nic co mogło by się spodobać Min Yoongiemu.
Ricky: Pomyślmy, co może lubić swagger-dziewczyna wpisałą w google grafika „swag styl  dziewczyna”- hmm jeśli wierzyć wujkowi google to powinnaś mieć jakąś czapkę, fullcapa lub taką jak Suga często nosi… rurki, vansy i jakaś luźna bluza.
Emma: Pożyczysz mi swoje vansy? Proooooooszę. I tak masz pare par…
Ricky: Spoczko, a fullcapa masz, albo tą drugą czapkę? Hahah, ktoś tu napisał, ze mówi na tą czapkę kondom.Hhahah
Stevie: Serio? Hahahah. Pokaż- blondynka zerknęła na telefon Ricky-faktycznie! Emma ubierz kondoma, proszę.
Emma: I będziesz się  śmiałą za każdym razem jak na mnie spojrzysz?
Stevie: Ale spodobasz się Sudze, chyba warto.
Emma: Dajcie mi w takim razie tego kondoma, spodnie i bluzę jakąś mam, Ricky, gdzie masz buty?
Ricky: W szafie po prawej, te czerwone powinny ci pasować, są najmiejsze.
Ricky: A co z nami? Mia! A ty co ubierasz?
Mia: Myślałam o tej sukience co ostatnio kupiłam. Myślisz, że nie będzie mi za zimno?
Stevie: Ubierz sukienkę, jak ci będzie chłodno, to może V pożyczy ci kurtkę.
Mia: A może ja wolę Rapmona, co wy się tak na mnie i jego uwzięłyście?
Stevie: Serio, Rapmon? Nie mogłaś inaczej wymyślić? Mamy kolejny dowód. Highfive Ricky!
Emma: (zza drzwi łazienki) Dziewczyny, jeszcze troszkę i Mia się przyzna, że na niego leci!
Mia: Dajcie mi spokój, idę się przebrać.
Stevie: A my dalej nic.
Ricky: Może ubiorę tą moją nową koszulę w kratę, czarne rurki, fullcapa i conversy?
Stevie: Ooo, myślę, że będzie okej, taki styl rock-skate. A ja? Sukienka?
Lottie: Tak! Ona jest śliczna, ubierz ją, wyglądasz w niej świetnie.
Stevie: No to supi! O nie ! Już 16.10 , laski szybciej!
W ciągu 20 minut wszyscy się ogarnęli i wyszli z apartamentu. Jak zwykle humory wszystkim dopisywały. Emma i Ricky ustaliły pewien plan. Brunetka ma zagadać do Sugi i bardzo dyskretnie dopytać się co sądzi o Emmie, a w tym czasie blondynka „zajmie się” Nadzieją.  Punkt o siedemnastej dotarli pod seven-eleven, gdzie chłopaki już czekali. Bangtanom również dopisywał humor, V nawet tańczył z niewiadomego powodu naokoło czyjegoś samochodu. Jimin trzymał w ręce czapkę Briana.
Jimin: Yo bro! Łap czapkę!
Brian: No cześć, cześć. Ahh dzięki, jesteście świetni!
Jin: Tu akurat trzeba oddać honory naszemu liderowi, gdyby nie on, to nie odzyskalibyśmy jej.
Rapmon: Aj, to nic takiego.
V: Już nie bądź taki skromny liderze-Tae skończył tańczyć i podszedł do dziewczyn żeby się przywitać-Mia, jak dawno cię nie widziałem! Czeeeeeeeść- i objął zszokowaną dziewczynę ramieniem, a następnie przywitał się z resztą przyjaciół.
Reszta chłopaków również się przywitała. Nawet Suga, który wcześniej zawsze obserwował wszystko z boku. Po drodze do knajpki chłopaki przeprosili za sytuacje w czasie koncertu, a Lottie wyjaśniła im że tak naprawdę to ich lubi i występ jej się bardzo podobał, tylko wtedy, pod klubem bardzo się zdenerwowała i nie myślała co mówi. Gdy już doszli do miejsca w którym mieli zjeść, wszyscy znów się śmiali i żartowali. Nawet pogoda im dopisała, deszcz przestał padać i wyszło słońce. Gdy Mia zaczęła ściągać kurtkę, Tae szybko podbiegł, wziął jej płaszczyk i powiesił na wieszaku.
Mia: Emm... dziękuję, ale  nie trzeba było-mówi zakłopotana.
Tae: Każda dama zasługuje na taki szacunek-odpowiedział z udawanym, wręcz teatralnym akcentem, niczym brytyjski gentelman-Proszę , tu jest dla pani miejsce-kontynuował.
Kookie: Alien, skończ się wydurniać, daj biednej dziewczynie trochę przestrzeni wolnej od ciebie.
Mia spojrzała w stronę dziewczyn. Tak jak sądziła, na ich twarzach widniały złośliwe uśmieszki.
Mia: Z wami się jeszcze policzę!
Emma: Hahhaha, my wiemy, też cię kochamy.
Grupka przyjaciół usiadła do stołu i zamówiła obiad. Tak jak to wcześniej planowały, Emma siadła obok Hope’a, a Ricky Koło min Yoongiego, zaś Lottie z Brianem siedzieli w towarzystwie Jimina. Oni naprawdę bardzo dobrze się dogadują.
Stevie: Jin, podobno dobrze gotujesz… może przygotował byś nam kiedyś coś? Albo nauczył byś mnie czegoś, też lubię gotować.
Kookie: Jin to nasz osobisty kucharz-zażartował, z nutką zazdrości w głosie- musisz mieć nasze pozwolenie na wypożyczenie go, haha
Jin: A przepraszam bardzo, nie jestem jakąś rzeczą, ja o sobie decyduję i bardzo chętnie bym z tobą pogotował- Jin odwrócił twarz w stronę maknae i pokazał mu język.
….
Ricky: Masz świetne buty Suga, bardzo ci pasują-próbuje jakoś zacząć rozmowę.
Suga: A dzięki, dostałem je od Rapmona na urodziny, hahah, nie mów mu tego,ale zawsze jak dostaję coś od niego, to się boję, żeby to nie było jakieś ubranie w „jego stylu”. Wiesz co mam na myśli?
Ricky: Hahah, chyba doskonale wiem.. nie powiem mu, ale zgadzam się z tobą. Jego styl jest czasami bardzo… nawet przesadnie oryginalny. Ale akurat te buty są bardziej w twoim stylu i hmm  Emmie też by dzisiaj pasowały.
Suga: No faktycznie. Nawet nie zauważyłem na początku, ale ma takie vansy jak kiedyś nosił Nadzieja, tylko w innym kolorze. Pasują jej do włosów-dodał ciszej, prawie niedosłyszalnie, lecz Ricky, niczym szpieg wyłapuje wszystkie informacje.
Ricky: A właśnie,  zawsze mnie to zastanawiało, jak wy to robicie, ze tal często farbujecie włosy, a one nadal tak dobrze wyglądają?
Suga: Tym to akurat zajmują się nasi styliści… no właśnie, ostatnio pytali się mnie jaki kolor włosów mi się podoba, a ja głupi myślałem, ze pytają o kolor włosów u dziewczyny… to powiedziałem, ze blond, a oni.. no to farbujemy, nowy koncept, nowy kolor włosów- będziesz blond.. no i stało się, przez moją nieuwagę jestem blondynem.
Ricky: Ale dobrze wyglądasz, Emma nawet mówiła, ze lepiej niż w poprzednich hahah .
Suga: Hahah jak się jej…ekhem… FANKOM podoba to jest dobrze.
Ricky: O podali nam dania, smacznego !
Wszyscy : smacznego!
Ricky: A skoro już tak o fankach mówimy… co sądzisz o nas? W sensie czy polubiłeś nas? Bo na pierwszych spotkaniach wydawało nam się, że nie pasuje ci nasze towarzystwo…
Suga: Nie, nie jesteście naprawdę spoko, po prostu byłem bardzo zmęczony, a wy jesteście bardzo energiczni. Hahaha
Ricky: Hahaha, to super, bo już się bałyśmy. Ostatnio to nawet się nie przywitałeś, Emma miała wrażenie, ze patrzysz na nią z góry…
Ricky * kurde, czy nie za dużó mówię o Emmie? Jeszcze się czegoś domyśli!*
Suga* Pff ona myśli, że patrzę na nią z góry… przecież to ona wydaje się taka zarozumiała, ale jak świetnie dzisiaj wygląda*
Ricky: Mmmm.. jakie to pyszne-szybko zmieniła temat.
Suga: Faktycznie dobre, Hope, dobre miejsce wybrałeś.
Hope: Dzięki Yoon Gi! Miło, ze wam smakuje.
Emma: No świetne, Ricky zazwyczaj nie je mięsa, a tu widzę że jej bardzo smakuje.
Hope: Ricky nie je mięsa? Patrząc na nią teraz, nigdy bym nie pomyślał.
Emma: Hahaha patrząc na nią o wielu rzeczach byś nie pomyślał. Np. niedawni wydarzyła się taka śmieszna sytuacja..
Ricky: Powiesz choćby słowo, to zginiesz!
Emma: To było jakiś miesiąc temu-kontynuowała nie zważając na słowa Irlandki.
Ricky: Zamknij się , bo ci tego kondoma na gębę naciągnę- i rzuciła się rozpaczliwie w stronę blondynki.
Suga: Hahahah, ze co? Kondoma?
Jimin: Czy ja usłyszałem kondoma? Kto ma kondoma, i czemu na głowie?
Gdy Emma i Ricky siłowały się, potrąciły talerz Mii i gorące kawałki mięsa upadły na jej sukienkę.
Mia: Aaa.. gorące! Gorące!
V: Aaaaa ona ma gorące mięso na sukience, pomocy!
Jin: To jej pomóż sieroto!
V: Ale jak?
Mia : Nie. Sama sobie pomogę.
V: Daj wytre!-sięgając po chusteczki rozlał wodę.
Mia: Nie, nie nie, nie zbliżaj się do mnie, poradzę sobie. Idę do łazienki się umyć.
Lottie: Poczekaj, pójdę z tobą na wszelki wypadek.
Rapmon: Tae, ty się lepiej nie wtrącaj, jeszcze byś jej tylko większą krzywdę zrobił.
V: Ale ja nie chciałem, znaczy chciałem tylko pomóc….
Za jakieś 5 minut Lottie z Mią wróciły. Nikomu nic się na szczęście nie stało. Na sukience został tylko delikatny ślad, ale w praniu powinien zniknąć bez śladu.
V: Nic ci się nie stało? Może powinnaś jechać do szpitala?
Mia: Nie, nic mi nie jest, nie przejmuj się.
V: Ale prawie bym cię zabił-dramatyzował- może powinienem ci  jednak zaprowadzić do przychodni, a jak po koncercie, już nie mdlałaś? Konsultowałaś się ze specjalistą- V oblewał przytłoczoną dziewczynę pytaniami.
Mia: Nie! NIC MI NIE JEST,NIE MUSZĘ IŚĆ DO SZPITALA! Ja już pójdę do domu, najadłam się, dziękuję.
V: Tak szybko? To przeze mnie?
Stevie: Nie, nie, my też już będziemy się zbierać, późno już.
Emma: Dziękujemy wam bardzo za obiad, świetnie się bawiłysmy, mam nadzieję, ze się jeszcze spotkamy.
Ricky: Paaa, dzięki chłopaki.
Brian: Pa Pa.
Jimin: Pamiętaj, musimy pograć w kosza, założę się ,  że cię ogram! Hahah
Wszyscy się pożegnali, nawet Mia trochę ochłonęła. V wyglądał na przygnębionego troszkę, pewnie poczuł się głupio z powodu Mii. Dziewczyna podeszła do niego, bo również poczułą wyrzuty sumienia.
Mia: Ale ty się nie przejmuj, nie przez ciebie już idziemy. Dziękuję za kolację.
V: Naprawdę tak sądzisz?
Mia: Mhm- uśmiechnęła się.
V: Ja też dziękuję. Do zobaczenia- pomachał jej, a prze chwilę miał minę jak smutny szczeniaczek, którego ktoś pochwalił i on już nie wie jak ma się czuć. Z racji, że pogoda dopisywała, a Idole nie mieli na dzisiaj już żadnych zajęć, odprowadzili przyjaciół pod sam apartament. Po drodze jeszcze pogadali, pożartowali  i jeszcze raz się pożegnali.



wtorek, 2 sierpnia 2016

[8] O siedemnastej.

W dniu po koncercie wszyscy wstali bardzo późno, nawet Brian nie poszedł biegać. Ale trudno im się dziwić, w końcu wczorajszy dzień był wykańczający, toteż tego dnia nie planowali niczego meczącego. Zjedli śniadanie o 12, potem poszli na zakupy. Lottie kupiła sobie nowe buty, w ramach pocieszenia, a Brian dzielnie jej towarzyszył. Kupił też rzeczy na obiad i coś na wieczór. Co prawda Brian I Lottie nie zostają w mieszaniu wieczorem, bo umówił się z Lottie na randkę, ale pomyślał o dziewczynach.  Emma zaprosiła na noc Stevie, żeby wszystkie razem obejrzały jakiś film. Około 18 para wyszła z mieszkania, a do apartamentu zawitała Stevie.
Stevie: To co dziewczyny? Co oglądamy?
Emma: No jak to co? My PS partner!
Ricky: Taaak! Jordan, hahahha.
Mia: No! W końcu dowiem się o co z nim chodzi.
Emma: To ty nie wiesz?!
Stevie: Nie martw się, ja też nie wiem.
Ricky: To ja pójdę przygotować przekąski, a wy zajmijcie się filmem.
Emma: Właśnie, co z tą szafką co leży w przedpokoju, ktoś ją kiedyś złoży?
Ricky: Skoro już o tym mówisz to myślę, ze jesteś idealnym kandydatem.
Emma: To nie sprawiedliwe!
Ricky: No cóż, prawo dżungli.
Mia: Ricky ma rację, w końcu zrobisz cos pożytecznego.
Stevie: Hahahaha, ja was za to uwielbiam!
Rozłożyły laptopa, podłączyły głośniki i telewizor. Mia o mało co nie rozsypała przekąsek, ale nikogo to nie zdziwiło. Ona jest znana ze swojej niezdarności. Raz nawet podpaliła się od kuchenki gazowej. Tłumaczyła to wczesną porą, choć była to tylko marna wymówka.
Emma: Czemu to się nie ładuje?
Ricky: A ma połączenie z Wifi?
Emma: No niby ma… Nie wiem co się stało. Załaduję to jeszcze raz, ale to trochę potrwa….. Ooo chyba działa. Wprawdzie to na razie reklamy ,ale lepsze to niż nic.
Ricky: Oooo, już nie działa.
Mia: Ej , czy to V?!
Stevie: To jest Chanyeol.. haha. Już wiem o co chodziło dziewczyną jak mówiły, że nie rozpoznajesz Azjatów.
Emma: Hahah ty to teraz wszędzie widzisz Tae?
Mia się zarumieniła.
Mia: Dajcie spokój, przecież wiecie, że nie lubię Azjatów! Jesteście okropne! Stevie, ty weź moją stronę, patrz jakie one są okropne!
Stevie: Hahaha . wezmę twoją stronę, biedna Mia , biedna Mia. Ale tak na serio teraz, serio ci się podoba, czy one się tak tylko nabijają, bo coś sobie wymyśliły?
Emma,Ricky/Mia: Nie wymyśliłyśmy!!!/Wymyśliły!
Stevie: To co? Powiesz prawdę?
Mia: Widzę, że wcale nie jesteś po mojej stronie. Nie podoba mi się , ale zaintrygował mnie. Jest bardzo opiekuńczy, nawet do nieznanej mu osoby.
Emma: Może nie traktuje ciebie jako nieznajomą, może mu wpadłaś w oko?
Mia : A wy znowu swoje. Ty taka pewna siebie, a ze swoim to nie pogadałaś. Hę?
Ricky: Ja bym pogadała ,ale on mnie unikał, widziałyście to? Nie zamienił ze mną nawet słowa.
Emma: A co ja mam powiedzieć? Hope to przynajmniej z kimkolwiek gadał,a Suga? On jakby żył we własnym świecie? Jak można być tak aspołecznym? Hope chociaż się przywitał.
Stevie: Oh, tak wybrzydzacie, gdyby nie wy, to nawet bym ich nie poznała. Są świetni! A Kook tak wyrósł. Są tacy jak ich sobie wyobrażałam. Hopie taki pogodny, Suga wieczny swagger ,V… hahaha no Alien-nic dodać,  nic ująć. Jin i Rapmon takie mamuśki. A właśnie, zauważyłyście jak Jimin i Brian się dogadywali? Jakby znali się od dziecka.
Ricky: Pff.. Hopie towarzyski?
Emma: Jaaasne, taki swagger, że inni nie są warci żeby się z nim przywitał.
Mia: Oj dajcie spokój, może są nieśmiali, a poza tym na pewno byli zmęczeni po koncercie. Przecież te fanki są nienormalne, wykończyły ich psychicznie. Chociaż je chyba najbardziej lubię w k-popie. Hahah.
Stevie: Hej, patrzcie, film się załadował! Cisza,cisza! zgaście światła.
Mia: Podajcie mi jedzenie i wtedy już mi nic do szczęścia nie będzie potrzebne !
Wszystkie się zaśmiały, bo zawsze żartują sobie, że jedzenie to najważniejsza rzecz w życiu.
W tym samym czasie…
Lottie ogrywała Briana w przydrożnym barze w gry typu rzutki czy cymbergame.
Lottie: Twój telefon dzwoni, czy mi się wydaje?
Brian: Hmm. To mój, ciekawe czy to dziewczyny podpaliły dom? Znasz Mię i jej zdolności. A nie, to JImin, ciekawe co?
Lottie: ten JImin?
Brian: A znasz innego? Halo?
Jimin: Hej, tu Park Jimin. Odzyskaliśmy twoją czapkę i chcielibyśmy przeprosić za zaistniałą sytuację. Macie jutro czas?
Brian: Lottie? Robimy coś jutro?
Lottie: Nie.. dziewczyny chyba nic nie planowały póki co.
Brian: mamy jutro czas ale w razie czego dam ci znać.
Jimin: Ok. Jasne to do jutra. O 17 pod 7-eleven! A wgl. Bro, masz świetny koreański akcent.
Brian: A dziękuję, dziękuję. Miłego wieczoru.
Jimin: Pozdrów resztę! Byee! Cicho Kookie nie przeszkadzaj mi!
Brian: Hahah, pozdrów tam chłopaków.
W dormie.
Kooie: Ej Jimin, czy Brian jest ze Stevie?
Suga: A co cie to tak interesuje?
Jin: Stevie ta ta blondynka?
Rapmon: Tak, tak. Ta najniższa. Co ty się nią tak interesujesz? Czyżbyś się zakochał?
V: No co ty? On? On jeszcze nigdy nie powiedział, ze ktoś mu się podoba… On jest ciągle wierny swojej pierwszej miłości.
Kookie: Aish… z wami o czymś pogadać. Idę pograć na playu. Jimin idziesz?
V: Czemu mnie nie zapytasz? Ale z ciebie dzieciak…. Kto pierwszy ten lepszy, gram pierwszy z Kookiem!
Jimin: Dzieciak, taaa.
V szybko wskoczył na kanapę, rozwalając przy tym wszystkie poduszki, które Jin rano tak starannie układał.
Wieczór minął wszystkim bardzo owocnie. Lottie i Brian wrócili pokłóceni z randki, a dziewczyny obejrzały w końcu film, który zacinał się co 5 minut.
Brian: Dziewczyny, mam dla was wspaniałe wieści… chcecie wiedzieć co?
Emma: Tak,tak, o co chodzi?!
Brian: To wam nie powiem.
Ricky: Brian, uważaj sobie- rzuciła w niego poduszką.
Brian: Jutro…-trzyma je w napięciu-o 17… pod 7-eleven…na ulicy…
Mia: Brian, przestań!
Brian: Przypadkiem.. zupełnie bez powiązania… koło big-hitu, spotkamy się  z Bangtanami!
Dziewczyny: Aaaaaaaa!
Stevie: Hahah, a tyle co tak na nich narzekały. A właściwie to dlaczego?
Lottie: Znaleźli czapkę Briana- odpowiedziała już w lepszym humorze- i zapraszają nas na obiad, żeby przeprosić za sytuację z koncertu. Ty Stevie oczywiście też jesteś zaproszona.
Stevie: Ale super! Ale teraz padam z nóg, idę spać.
Ricky: Ja też już pójdę.
Reszta dziewczyn i Brian też przygotowali się do snu i w ciągu niecałych 30 minut wszyscy już spali.
Następnego dnia Jak zwykle pierwszy wstał Brian. Poszedł pobiegać i przy okazji kupił coś na śniadanie. Gdy wszedł do mieszkania, poza Ricky wszyscy jeszcze spali.
Ricky: Co kupiłeś?
Brian: Takie bułeczki, z jakimś kapuśniakiem w środku, trochę mięsa, ata okragła jest dla ciebie, z samymi warzywami.. podobno.
Ricky: Jak ty o mnie myślisz... hahaha.Podaj mi torbę, to przygotuje śniadanie.
Brian: One jeszcze śpią?
Ricky: Myślę, że póki ich nie obudzimy to będą spały. Ty obudź Lottie, a ja dziewczyny.