Następnego dnia szafka w przedpokoju prezentowała się
zacnie. Emma za każdym razem gdy koło niej przechodziła w myślach przywoływała
rozlany sok i Sugę wycierającego owy sok z jej twarzy. Gdy tylko o tym myślała
uśmiechała się i cichutko wzdychała.
Ricky: Co Ci? Czemu się tak szczerzysz?
Emma: A nie… nic takiego, po prostu mam dobry dzień.
Ricky: A właśnie, jak sobie poradziłaś wczoraj? Sama składałaś półkę czy ktoś ci pomógł.
Emma zarumieniła się, ale bardziej z radości niż wstydu.
Emma: Hah! Nie zgadniesz kto mi pomógł - odparła dumnie.
Mia: Suga?
Emma: Ej.. psujesz zabawę.. skąd wiesz?
Mia: Nie cieszyłabyś się tak gdyby był to ktoś inny, haha.
Lottie: Hah, a zgadnij czyja to zasługa?
Emma: Twoja?!
Lottie: Hmm.. nie do końca, ale byłam przy tym. Brian zadzwonił
do Jimina, żeby któryś z chłopaków ci pomógł i …. Ejjjj zaraz, zaraz. Ich jest
7, Brian zadzwonił do Jimina a i tak przyszedł Suga… wiesz co to może znaczyć…?
Ricky: Aaaaaa.. Emma - zaczęła skakać wokół blondynki - Może
on cię lubi!!!
Emma: Nie… pewnie go zmusili…*a może sam chciał… to co
wczoraj powiedział i jak się zachował…* a zresztą nie ważne. Przyszedł, złożył sam szafkę a ja tylko
przeszkadzałam, muszę mu jakoś podziękować.
Brian: Ale reszcie chłopaków też by trzeba, bo w sumie o
pomoc poprosiłem wszystkich.
Ricky: Dzwonię do Stevie jej o wszystkim powiedzieć.
Emma: To może zaprosimy ich do mieszkania, ugotuję coś
pysznego, pogramy na playu. W końcu obiecaliśmy
im, że ich pokonamy!
Lottie: Ja im pokażę mistrza Mortal Kombat, ooo ! I może
zagramy z nimi w Aliasa, hah, będzie zabawnie!
Emma: Brian zadzwonisz do Jimina?
Ricky: To wybierz numer, ale ja chce z nim gadać, zdziwi
się.
Brian wybrał numer do kolegi i podał telefon Ricky.
Pierwszy sygnał… drugi….. piąty… wkońcu odebrał.
Ricky: Yo, yo! - zaczęła entuzjastycznie - przyjdziecie
dzisiaj do nas wieczorem? Chcemy podziękować za wczorajszą pomoc! Będzie żar…
J-hope: Ricky?
Ricky: Emm.. J-hope.. emm… myślałam, że Jimin odebrał…
przepraszam, że krzyczałam Ci do ucha -dziewczyna speszyła się momentalnie.
J-hope: Nic się nie stało. Jimin się kąpie po treningu
tanecznym. Coś zaczęłaś mówić i ci przerwałem..
Ricky: Tak… ale …*weź się w garść, to tylko rozmowa przez
telefon, wcale nie wydaje się jakby nie chciał z tobą gadać, może cię polubi w
końcu, choć odrobinę… Pierwszy raz ze mną rozmawia… wcześniej mnie unikał, pora
to zmienić!*- Tak będzie pyszne żarcie i gry, przyjdziecie?
J-hope: Chętnie, pamiętam, że rzuciłyście nam wyzwanie w
Mortalu.
J-hope: Brzmi jak wyzwanie, to do … a o której mamy przyjść?
Ricky: Koło 17?
J-hope: Okej, przygotujcie się na porażkę!
Po tej rozmowie Ricky od razu powiadomiła Stevie, a Emma
zabrała się za przygotowywanie posiłku, ale szybko zrezygnowała.
Emma: Aaaaa! To tak nie działa! Czemu nikt w domu nie
nauczył mnie gotować… czemu ja się tego w ogóle podjęłam?
Lottie: Żyjesz tam?!
Emma: Ja tak… ale osoba, która zje to co przygotowałam
raczej nie…
Mia: A czy Stevie przypadkiem nie lubi gotować?
Emma: Mia! Jesteś geniuszem! Podajcie mi telefon.
Ricky: Złapiesz?
Emma: Nie.. poczekaj podejdę.
Ricky: Za poźno, rzucam!
Emma: Aaaa…. Nie! Brian uważaj!
Ricky rzuciła, na szczęście swoim , telefonem w stronę Emmy
nad fotelem, na którym siedział Brian. Na jego nieszczęście, wstał akurat w momencie
gdy telefon był nad nim i dostał 5 calowym Sony w głowę.
Brian: Aaaa…. Co to za cegłofon?
Ricky: Przepraszam….. nic ci nie jest? Brian, przepraszam,
przepraszam…
Brunetka podeszła do poszkodowanego ciągle błagając o
wybaczenie.
Brian: Mia, może ty lepiej zadzwoń do Stevie.. masz telefon
przy sobie, tak będzie bezpieczniej.
Ricky: Ale nic ci nie jest? Na pewno cię boli…
Brian: Nie.. nic mi nie będzie… bardziej bym się martwił o
twój cegłofon, nie wygląda najlepiej.
Emma: Jakby ci to powiedzieć… chyba wyzionął ducha..
Ricky: O nie Hopie, oddychaj, oddychaj!
Brian: On też ma imię?
Ricky starała się jakoś naprawić telefon, wyglądał jakby
przejechał po nim czołg. Cała szybka potłuczona, na kafelkach na podłodze
również leżało pełno szkła.
Ricky: Ja wszystko muszę nazywać… ale to teraz nie ważne, bo
muszę się na zawsze pożegnać z Hoseokiem.
Dochodziła godzina szesnasta, a cała uwaga była poświęcona
poszkodowanym - Brianowi i Hopiemu.
Brian: Przygotujemy mu godny pochówek.
Ricky: Ja nie byłam gotowa na jego stratę, nie pożegnałam
się z nim, miałam mu tyle do powiedzenia.
Do żartów dołączyła się Emma.
Emma: Mieliśmy z nim tyle wspomnieć, wszędzie z nami był… To
dla wszystkich wielka strata.
Jedynie Mia zachowała zdrowy rozsądek i zadzwoniła do Stevie
z prośbą, żeby coś ugotowała i to najlepiej jak najszybciej.
Stevie: Spokojnie, przygotuję coś i punkt 17 będę u was z
pysznym jedzonkiem.
Mia: Nie, nie, chodź do nas. My tu mamy co trzeba, a musisz
zobaczyć ten cyrk, który odwalają Ricky z Emma i Brianem, można się pośmiać. No
i potrzebuję kogoś normalnego, żeby pogadać bo im wszystkim odbiło, hahha . Nie no żart, ale
chodź do nas teraz.
Stevie: Oki, daj mi 5 minut i będę.
Jak dziewczyna powiedziała, tak zrobiła. Za 5 minut była już
w holu i podziwiała nowy mebel.
Stevie: Śliczna szafka - wzrok Stevie powędrował na grupkę 3
przyjaciół pochylających się nad stolikiem, na którym leżał zepsuty telefon - Co
wy robicie? Modlicie się do niego, czy jak?
Ricky: Zamordowałam Hopiego, jak mam z tym teraz żyć?
Mia: Nie przejmuj się nimi, chodźmy do kuchni.
Lottie: Gdzie mamy zmiotkę, trzeba by pozbierać szkło zanim
ktoś w to wejdzie - Lottie nagle udzieliło się dziwne poczucie humoru
przyjaciół - To znaczy, muszę pozbierać jego szczątki, przecież nie można ich
tak beszcześcić, nie mogą leżeć na ziemi.
Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet Mia i Stevie. Pozbierali
„szczątki” , odłożyli telefon na bok i poszli się przygotować. Emma podłączyła
kontrolery do telewizora, Ricky i Lottie przyniosły gry, picie i
jakieś przekąski. Stevie wraz z
pomocą Emmy skończyły chorwacką potrawę - Burka i zabrały się za zimne
przekąski gdy zadzwonił dzwonek.
Stevie: O nie! Nie zdążyłyśmy…
Mia: Dokończymy później ,najpierw chodźmy się przywitać.
Wszyscy poszli przywitać gości.
V: Mmmmmm.. ale coś ślicznie pachnie, aż zgłodniałem.
Rapmon: Ale od wyjścia narzekasz, że jesteś głodny.
V: No tak, ale teraz zgłodniałem jeszcze bardziej.
Jin: Co gotujecie? Faktycznie pachnie pysznie.
Stevie: Zrobiłyśmy chorwackiego burka..ale nie zdążyłyśmy z
przekąskami.
Jin: Mogę pomóc? Lubie gotować.
Stevie: Ahh, chciałoby ci się?
Jin: Pewnie, umyję tylko ręce i ide.
Kook w tym czasie bardzo uważnie przyglądał się rozmowie
hyunga z blondynką.
Kook*Jak on to robi? Czemu ja jej nie zaproponowałem pomocy…
Czemu nie mogłem wydusić z siebie słowa?*-Emm. S..Stevie, ja też mogę pomóc - to
brzmiało bardziej jak pytanie niż propozycja.
Stevie: Jeśli chcesz to pewnie, kuchnia jest po prawej. Jak
się umyjecie to chodźcie.
Gdy ciastek umył ręce i wytarł podłogę na którą rozlał wodę
z wiadra, które leżało pod umywalką poszedł do kuchni. Po drodze mijał
chłopaków. Którzy już dorwali się do playstation. W kuchni zastał Jina i Stevie rozmawiających w najlepsze.
Stevie: Mmm to jest pyszne, jak to zrobiłeś?
Kook: Pff...ja też takie umiem zrobć - Ciastek zrobił się
zazdrosny o hyunga.
Stevie: Świetnie, że już jesteś – uśmiechnęła się uroczo -
zamieszasz proszę ten sos?
Kook: P-Pewnie! *Aish!! Czemu ja się przy niej jąkam? Jest
ze mną, aż tak źle? Jung Kook ogarnij się !*
Maknae mieszał sos, co jakiś czas go próbując, był naprawdę
pyszny. Stevie okazałą się świetną kucharką, świetną ale niską.
Stevie: Jin… to leży za wysoko. Podał byś mi to, proszę?
Kookiego ogarnęła taka zazdrość i złość , że jak to usłyszał to walnął
pięścią w blat. Znaczy chciał uderzyć w
blat, ale trafił w ucho garnka, wszytsko rozlał i poparzył się.
Kook: Aish… to boli!
Stevie: Kookie, nic ci nie jest? Weź to szybko pod zimną
wodę! Aaaa… Ricky pomocy!
Ricky: Nie mogę teraz! Emma idź tam do tych sierot.
Emma pobiegła do kuchni. Stevie schłodziła i opatrzyła ranę
młodego zazdrośnika, który pomimo bólu był teraz szczęśliwy.
Kook*Może to żałosne , ale teraz przynajmniej zwróciła na
mnie uwagę. Ale ma delikatne dłonie.*
V: Jin!!! Pośpieszcie się ! Umieram z głodu, zaraz zjem ten
kontroler jak mi nie dacie czegoś do zjedzenia.
Jimin: Taakkk.. hyung
dajcie już to żarcie.
Rapmon: To może ruszcie dupy i przynieście coś , a nie
będziecie krzyczeć po innych.
Brian: Nie, nie wy siedzicie, ja pójdę.
Lottie: Czekajcie , a my wam już przyniesiemy wszystko.
Najmłodszy z bangtanów doszedł już od siebie, razem z Lottie
i Brianem zanieśli talerze, sztućce i jedzenie do salonu. Burek wszystkim
bardzo smakował, idole zajadali się nim w najlepsze. Po skończonym posiłku
nadszedł czas na pojedynek w Mortal Kombat.
Ricky: To tak, gramy chłopaki kontra dziewczyny. Ustalamy w
drużynach kolejność Nas jest pięć, was
osiem, więc u nas ktoś gra dwa razy. Gotowi na porażkę?
J-hope: Chyba w snach!
Ricky: Hah, let the battle Begin!
Emma: Dobra, ustalona kolejność? Ja gram pierwsza, kto u was
jest pierwszy?
Suga: Ja. Łap pada - rzucił kontrolerem w stronę blondynki.
Emma: Aaa…! W tym apartamencie jest zakaz rzucania
jakimikolwiek rzeczami elektronicznymi, ok? Po prostu mamy tu szczęście do
niszczenia sprzętu, a raczej Ricky..- gniewnym wzrokiem spojrzała w stronę
brunetki.
Ricky: Hopie, spoczywaj w pokoju… Ja naprawdę nie chciałam.
V: Że co?!
Ricky, która nie pomyślała, że inni nie wiedzą o jej dziwnym
nawyku nazywania przedmiotów i tym, że inni słysząc Hopie myślą o Hoseoku,
kontynuowała.
Ricky: Taakk… jego szczątki leża tam po prawej.
Wszyscy bangtani: Co!?
Ricky: * O nie! Co ja narobiłam! Aaaa jaki wstyd… on się nie
może dowiedzieć, że nazwałam mój cegłofon jego imieniem…*
V: Ej patrzcie, to tylko telefon, a nie szczątki prawdziwego
Hoseoka.
Rapmon: Co za debil.. serio myślałeś, że leży tam martwy
Hope?
V: No ale tak powiedziała…- Jimin rzucił w Aliena poduszką.
Jimin: Ale z ciebie debil hahaha!
Suga: Czy ty nazwałaś swój telefon imieniem naszego
tancerza, czy coś źle zrozumiałem?
Ricky: Niee...no co wy...- próbowała wybrnąć - Przecież to
byłoby żałosne - głupkowato się śmieje.
J-hope: Mnie się tam podoba. Haha
Ricky: Ty sobie nie myśl, że to prawda co powiedział Suga!
Muszę na chwilę do łazienki - i wybiegła z rumieńcem na twarzy.
Jimin: Brian, powiedz nam na serio, o co chodzi.
Brian: Niee.. ja chyba nie mogę.
Jimin: Ej na brachu, nie bądź taki.
Ricky zza drzwi łazienki: Brian, nawet się nie waż!!!
Brian: Nie.. ona nazywa swoje przedmioty, ale z tego co mi
się wydaje, to nie chodziło o wasz zespół.
Ricky przez następne 10 minut chowała się w łazience.
Lottie: Ricky możesz wyjść, oni już dawno o tym zapomnieli.
A poza tym teraz twoja kolej w naszym pojedynku. Dokop im, pokaż że dziewczyny
mogą wygrać, bo jak na razie kiepsko nam idzie.
Ricky: A z kim mam grać?
Lottie: Z Rapmonem.
Ricky: Na pewno, a nie z Hopem?
Lotte: Spokojnie, ja grałam z Hopem, chodż już .
Ricky: No dobra.. ahh ale wstyd.
Ricky niepewnie weszła do salonu, ale gdy zobaczyła Jimina
machającego jej radośnie, aby siadła koło nich i zagrała, humor jej się
polepszył. Przez następną godzinę trwał zacięty pojedynek. Koniec końców, po
wielu dogrywkach wygrali chłopaki. Wszyscy, łącznie z Ricky, zapomnieli o
wstydliwym incydencie z telefonem i świetnie się bawili.
Mia: Ej dziewczyny, patrzcie na Ricky i Hope’a. A ona głupia
myślała, że on jej nie lubi. Patrz jak on na nią zerka, jak sobie żartują i w
ogóle.
Lottie: No, no, oczu nie może od niej odezwać hahah.
Emma: Suga się tak na mnie nigdy nie spojrzy…
Mia: Aj, daj spokój i tak jest lepiej, bo teraz z toba
najwięcej gada, wcześniej to był taki maruda, że nawet cześć nie mógł
powiedzieć.
Lottie: Dobra! Wszyscy słuchajcie, skoro skończyliśmy, to ja
idę po Aliasa i teraz was rozgromimy, ale troszkę zmodyfikujemy grę i zagramy
też na wyzwania, tak będzie zabawniej.
Wszyscy wstali z kanapy, zostali tylko Ricky i
Nadzieja. Hopie spojrzał na Ricky w tym
samym momencie co ona na niego, ich wzrok się spotkał. Przez ułamek sekundy
patrzyli na siebie , ale gdy do dziewczyny dotarło to co się stało szybko
spuściła wzrok i mimowolnie zarumieniła się. Wstała po pada i żeby rozładować
napięcie zaproponowała szybki pojedynek.
Ricky: Może szybka walka? Bo koniec końców, nie pokonałam
cię jeszcze.
Jimin: Hopie, co ty taki czerwony na twarzy? Hahaha.
Hope: O czym ty mówisz. Jasne Ricky, chętnie cię ogram.
Na stoliku obok Brian z Emma rozłożyli planszę, resztę
przekąsek i czekali, aż brunetka i
Hoseok skończą grać.
V: Gołąbki, chodźcie już!
Ricky w głębi spodobało się to przezwisko, ale nie mogła dać
tego po sobie poznać, a poza tym nie wiedziała jaka będzie reakcja Nadziei. Ku
jej zdziwieniu nie oburzył się.Wykorzystał zaskoczenie dziewczyny i wygrał
pojedynek.
Hope: Chodźmy do nich. Przegrani przodem - wstał i
przepuścił dziewczynę przodem.
Ricky: Jeszcze się odegram. Już idziemy!
Emma: No nareszcie. Znacie zasady?
Jimin: Nie…
Rapmon: Wytłumacz nam szybko i grajmy, jestem bardzo ciekaw
tej gry. Już tak dawno nie grałem w planszówki.
Brian: Cóż jesteśmy chyba jednymi z nielicznych, którzy tak uwielbiają
planszówki hahaha. Za każdym razem jak się spotykamy to sobie w coś gramy, a Emma
jest naszym „sponsoerm” gier. Ma ich chyba ze sto! – stwierdził wesoło.
Lottie sprawnie wytłumaczyła zasady i zaczęli grać. Wszyscy
świetnie się bawili. Najbardziej bawiło ich jednak pokazywanie kalamburów przez
Briana. On i jego pokrętne ścieżki wyobraźni… tylko on to rozumie i pojmuje (gdybyście
zobaczyli jak pokazywał hasło „papier ścierny”, to padlibyście ze śmiechu). W
końcu doszli do wyzwań i pytań. Mia miała zadać pytanie Emmie.
Mia: To..- uśmiechnęła się podejrzanie- Co się wydarzyło się
między wami jak Suga przyszedł ci pomóc?
Emma: Ej, co to jest w ogóle za pytanie!? - spojrzała
ukradkiem na Sugę - O co ci chodzi?
Mia: Nie mówicie, że zupełnie nic. Od rana chodzisz z tym
głupkowatym uśmieszkiem na ustach.
Emma: Nic, o co ci chodzi.
Rozlałam sok, to wszystko.
W czasie gdy dziewczyny się kłóciły Jimin szeptem do Sugi:
Jimin: Nie wnikam co się działo, ale widziałeś reakcję Emmy
jak Mia o tobie wspomniała? Cały dzień się uśmiecha.. pewnie myśli o wczoraj
haha.
Suga: Tak.. haha może, to urocze.
Jimin: Ale jakby na to nie patrzeć, ty też od wczoraj masz
jakiś dobry humor.. to podejrzane.
Suga: Nie drąż i tak nic ci to nie da. Uspokój ciekawość,
wyjdzie ci to na dobre.
V jako opiekuńczy kosmita wziął stronę Mii.
V: Emma odpowiadaj szczerze, takie są zasady gry.
Emma: Ale już wszystko powiedziałam! Rozlałam sok, nic
więcej. Człowiek nawet nie może się uśmiechnąć, bo zaraz inni mają problem… co
za ludzie.
V: Mia, nie przejmuj się, masz rację. Nie zrobiłaś nic
złego.
Mia: Tae, o czym ty mówisz?
V: To nie ważne, ważne jest to że ja zawsze będę trzymał
twoją stronę.
Mia: Ehh...jak dziecko.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się huk i zgasły wszystkie
światła.
Stevie: O nie i co teraz?
Ricky: Gdzieś w tym pomieszczeniu gospodarczym widziałam
świeczki, ale ja tam nie pójdę, tam jest okropnie… i śmierdzi starą szmatą.
Mia: Skoro ty je widziałaś, to idź. Najszybciej je
znajdziesz.
Ricky : Fuuu..nie chce.. boję się - dodała ciszej.
Hope: To ja pójdę z tobą!
Suga: Przecież ty się boisz ciemności.. i ogólnie
wszystkiego…
Hope: Zamknij się! Ricky chodźmy.
I poszli, co chwila potykali się o coś. Z nie wiadomych
powodów Tae wstał, ale nikt nie zwrócił na to uwagi.
Rapmon: Pójdę zobaczyć, czy na korytarzu też nie ma światła.
Jin: Dobry pomysł, poczekaj idę z tobą.
Gdy oboje dotarli do drzwi, Monster nacisnął klamkę,
popchnął drzwi i .. nic. Nie da się ich otworzyć.
Rapmon: Macie drzwi zamknięte od środka?
Lottie: Nie, mają elektroniczny zamek i są sterowane przez
telefon i wifi… o nie! Te pieprzone „inteligentne” domy! Nie wyjdziemy stąd
teraz, jak nie ma prądu, to system nie działa.
Jimin: Utknęliśmy tu na zawsze!
Na drugim końcu apartamentu usłyszeli to Ricky i Hope.
Ricky: Ale jak to nie wyjdziemy stąd? - Dziewczyna poważnie
się wystraszyła - Bez prądu.. na jak długo? To nie może być prawda… A co jeśli
na dole jest jakiś pożar, dlatego nie a prądu, a my tu zostaniemy? - zaczęła
poważnie panikować.
Hope w ramach pocieszenia chciał przytulić dziewczynę,
pomyślał że to idealna okazja, gdy nagle
coś dotknęło dziewczynę w stopę. Ricky z dzikim wrzaskiem wskoczyła na Hopa,
nie myślałam wtedy o niczym.
Ricky: Coś mnie dotknęło, aaaaaa!!!! - dziewczyna wisiała
wtulona w idola – Pomocy..- błagała już nieco ciszej.
To be continued… xD