Wracamy po dłuższej nieobecności :) Przepraszamy i zapraszamy do czytania ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna wisiała na idolu i trzęsła się ze strachu. Zazwyczaj nie jest strachliwa, ale natłok dzisiejszych wrażeń i nieszczęść tak na nią wpłynął.
Ricky: Pomocy…co to było?
Hope: Już spokojnie - sam był przerażony. W zespole jest znany jako największy cykor, ale nie chciał tego pokazać przy Ricky- jestem przy tobie...
Po tych słowach, w ciemności oboje usłyszeli śmiech Tae.
V: Hahahahah nie mogę! Nasz Hopie nagle stał się taki odważny.
Hope: Czy to byłeś ty?!-narastała w nim agresja. Postawił Ricky na ziemi- Czy ty w ogóle masz mózg?
Ricky: Spokojnie Hoseok, w sumie to nic się nie stało…
V: Żałujcie,że siebie w tym momencie nie widzieliście.. haha mina Ricky.. nigdy tego nie zapomnę!
Ricky: Dobra, jednak nie tak spokojnie. Niech no ja cię tylko dorwę!-dziewczyna już chciała się udać w pogoń za uciekającym dowcipnisiem, ale tancerz chwycił ją za rękę i odwrócił do siebie.
Hope: Faktycznie, daj spokój, jeszcze sobie coś zrobisz, jest ciemno.
Nadzieja i Ricky stali naprzeciwko siebie przez pewien czas. Hoseok ciągle trzymał ją za rękę. Gdy do Ricky dotarło, co się właśnie stało wyrwała rękę i odsunęła się od niego.
Ricky: Emm.. dziękuję za.. pocieszenie.. ja, ja niechciałam się na tobie uwiesić.. pewnie było ci ciężko.
Hope: Hah, nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie haha- Hope próbował rozluźnić atmosferę, ponieważ sam czuł się jakoś dziwnie… przyjemnie, ale dziwnie- nie było tak ciężko jak mogłoby się wydawać. Hahha
Ricky: Ja ci dam! Wyglądam na ciężką?!-dziewczyna się droczyła.
Hope: Chodźmy po te świeczki, reszta tam czeka.
Oboje poszli do schowka, znaleźli to czego szukali i wyszli. W salonie panowała zupełna ciemność, więc światło, które dawały zapalone świeczniki rozjaśniły pokój wystarczająco.
Rapmon: Napiłbym się czegoś, macie jeszcze jakieś picie?
Lottie: Hmm… z tego co pamiętam to cały sok już wyszedł.
Mia: Ale mamy wino. Co wy na to?
Emma: Oooo, super! Tylko nie mamy otwieracza… wiecie jak otworzyć wino na korek nie mając korkociąga?
Ricky: Brian, ty coś na pewno wymyślisz. Wierzę w twoją pomysłowość- dziewczyna wstała by przynieść butelki z kuchni, ale że dzisiaj ma naprawdę nieszczęśliwy dzień, zrzuciła ręką świecznik i wylała na sobie na stopę gorący wosk.
Ricky: Aaaaaaa… kurwa!
Stevie: Ty klniesz?
Mia: Tylko jedno kurwa? Nie poznaję cię. Hahah.
Stevie: Haha dobra, już rozumiem.
Hope: Wszystko w porządku? Bardzo boli?
Ricky: Nie, nie, już przechodzi- dziewczyna przyniosła butelki, Brian je otworzył i nalał każdemu do szklanki.
Lottie: Jak ty to zrobiłeś?
Brian: Kiedyś, jak mi się nudziło widziałem taki filmik na youtube, no i się przydało. Hah.
Wszyscy ze smakiem wypili trunek. Jedną szklankę, drugą.. trzecią. Było już późno, ale wszyscy się ożywili.
Nagle ku zdziwieniu wszystkich, Emma podeszła do Jina i go przytuliła. Jin jak to Jin, który jest niezwykle kochany odwzajemnił uścisk.
Emma: Potrzebuję miłości…
Jin: Oooo.. jaka ty słodka- zachwycał się niczym mamusia
Emma wypuściła go z objęć po czym podeszła do Jimina i zrobiła to samo.
Emma: Czy wy też tak lubicie się tulić? Ale mi się kręci w głowie…
Jimin: Może sobie siądziesz?
Emma: Nie jeszcze mnie tul.
Suga patrzył na zachowanie Emmy i robił się coraz bardziej zazdrosny, choć nie dopuszczał do siebie tej myśli. Podszedł do niej, wziął ją na ręce i posadził na kanapie.
Suga: Ty tu lepiej siedź, jeszcze się przewrócisz, zrobisz sobie krzywdę, albo coś stłuczesz. Jak ty się w ogóle zachowujesz? Wstydu nie masz?-przez rapera przemawiała zazdrość.
Emma: Nie chce tu sama siedzieć… usiądziesz koło mnie? Chociaż na chwilkę. Prooooooszę....
Suga w głębi duszy bardzo się ucieszył z tej prośby, ale wciąż był nieco zły, więc tego nie pokazał.
Suga: No dobra, ale tylko na chwilę-odburknął.
Emma momentalnie objęła go i położyła głowę na ramię Cukra.
Emma: Nie ruszaj się, teraz jest idealnie.
Suga*Tak! Jest idealnie.. ładnie pachną jej włosy i w sumie urocza jest gdy się upije*
W tym samym czasie Ricky gadała z Mią i żaliła się jej. Wspominała byłego chłopaka, szkołę… same niemiłe wspomnienia.
Ricky: Jak on mógł mnie rzucić! Mia… no powiedz mi!
Mia: Czy to ważne? To już przeszłość. Daj sobie z nim spokój. Czemu w ogóle o nim myślisz skoro koło ciebie siedzi twój ideał, czyż nie J-hope jest twoim UB?
Ricky: Mia! Co ty robisz?-zezłościła się- on tu siedzi obok-mówiła już nieco ciszej.
Mia: Nie? To nie Hoseok? A może Bambam jest twoim UB…Chanyeol? Nie pamiętam już-Mia plotła co jej ślina na język przyniosła, nie zastanawiając się ani sekundy.
Ricky: Mia! Zamknij się!-krzyczy na pijaną koleżankę- eee.. Hope.. nie słuchaj jej.. gada jakieś bzdury… nic co powiedziała nie jest prawdą…
Hope: Nie słuchałem jej..a co mówiła-skłamał. Nie chciał by Ricky znowu się zawstydziła i żeby nie czułą się upokorzona.
Ricky: Uff…-odetchnęła z ulgą-nic, nic ważnego. Masz szczęście Mia!
Hope*Ooo, może faktycznie jestem jej UB haha miło by było, lubie poczucie humoru Ricky.. no i jest bardzo ładna. Ale co jeśli to Bambam czy ten przeklęty Chanyeol? Przecież ja od niego lepiej tańczę. Pff*
Mia: A jak tam z twoją głową? Kręci ci się już w głowie?
Ricky: Hah, no co ty, mnie? Popatrz na to- Ricky weszła na półpiętro i stanęła na poręczy.
Rapmonster: Złaź stamtąd! Zaraz zlecisz. Co ty sobie w ogóle myślisz?
Ricky: No co , boisz się?
Rapmon: Ja nie, to nie ja sobie skręcę kostkę. Złaź.
Ricky: Zero zabawy z wami.
Lottie: Myślisz, że jesteś taka odważna stojąc tam? Może skocz.
Ricky: Serio, mam skoczyć? Może ty spróbujesz skoro jesteś taka mądra?
Lottie: Nie wkurzaj mnie.
Ricky: Bo co?
Lottie: Bo sama tam wejdę i cię zrzucę.
Rapmon: Mia, one tak na serio?
Mia: Nie, nie. Lottie jak się upije staje się bardzo „waleczna” i szuka zaczepki, ale spokojnie to nie jest groźne.
Ricky: No to chodź , chodź tu.
Brian: Lottie, gdzie mamy te wszystkie kartony z twoich butów?
Lottie: Leżą w schowku. A po co ci one?
Brian: Mam pomysł!
Jin udał się do kuchni, wyciągnął pełno rzeczy z lodówki i stwierdził, że on coś ugotuje. Do miski wsypał mąkę, dodał mleka, octu, musztardy i coś, co..... w sumie nie do końca wiadomo co to było. Wszystko razem wymieszał i wsadził do mikrofalówki. Ustawił timer i włączył.
Suga: Hyung…wiesz, że nie ma prądu?
Jin: Głupi nie jestem, wiem o tym.
Suga: To jak zamierzasz podgrzać.. to…to coś.
JIn: No w mikrofalówce, ślepy jesteś?
Suga: Ejj Hope!-wstał z kanapy, położył Emmę deikanie na poduszce, przykrył ją kocem i podszedł do tancerza. O co zakład, że zaraz Jin stwierdzi, że mikrofalówka jest zepsuta?
Hope: Niee. No chyba nie jest aż tak pijany… wchodzę w to. To o co zakład?
Suga: O zjedzenie tego co nasz wybitny kucharz przygotował,
Hope aż się skrzywił na samą myśl o tym.
Hope: Może nie całe...łyżka wystarczy.
Suga: Boisz się, że przegrasz?
Jin przez kolejne 10 minut próbował podgrzać swoją nowatorską potrawę. Wciąż klikał jakieś guziki, wyciągał wtyczkę z gniazdka. Majstrował przy czym tylko mógł.
JIn: Mia…chyba wam się mikrofalówka zepsuła!
Suga: Hah! No Hoseok, smacznego!- wstał w triumfalnym geście.
Hope: Ok, zjem to, ale daj mi się na to mentalnie przygotować.
W tym czasie również Stevie zachowywała się inaczej niż zwykle. Zrobiła dwie kanapki, podeszła z nimi do fotela, na którym siedział Kook i podała mu je.
Stevie: Pomyślałam, że mogłeś zgłodnieć…
Kook: Ooo, dziękuje, zaskoczyłaś mnie-maknae faktycznie się zdziwił- zjedz ze mną.
Stevie: W porządku, dziękuję.
Kookie odsunął się na fotelu, robiąc tym samym miejsce dla blondynki i gestem zaprosił ją by siadła koło niego. Oboje ze smakiem zjedli kanapki i siedzieli tak sobie i rozmawiali. Oboje czuli się delikatnie pod wpływem trunku, przez co dobrze im się rozmawiało. Stevie stała się bardziej otwarta i odważna, a Ciastek mniej wszystko analizował i po prostu „był” mówił, co chciał powiedzieć, nie zastanawiając się milion razy czy wypada, czy ona to zrozumie, co sobie pomyśli i tym podobne. Nagle Stevie uśmiechnęła się i pocałowała Kookiego w policzek. Roześmiała się i poszła odnieść talerz. Kook był tak zaskoczony, że nawet nie zareagował. Siedział nieruchomo niczym figurka, zamurowało go. Po chwili dopiero podniósł dłoń do twarzy i pogładził policzek w miejscu, w którym usta Stevie go dotknęły.
Brian tworzył. Obudziły się w nim instynkty artysty. Z pudełek po butach i różnych innych przedmiotów stworzył ogromną budowlę. Sięgała ona lampy wiszącej pod samym sufitem.
Lottie: Emm… skarbie, a co to jest?
Brian: Sztuka nowoczesna! To wyraża moje emocje... moją miłość do ciebie, mój smutek z powodu światowych kataklizmów.. to, to jest dziecko mojej kreatywności.
Rapmon: To mnie zdecydowanie przerasta. Chyba jako jedyny tu jestem trzeźwy- liderowi kręciło się troszkę w głowie, ale uważał że jako lider nie może okazać żadnej słabości, więc starał się jak mógł i stwarzał pozory zupełnie trzeźwego.
V: Łoo..ale nasz lider ma mocną głowę.
Mia: Pff też mi coś, mnie też nic nie jest.
V: Moja dzielna Mia!
Mia: Twoja? Coś mnie ominęło?
Jimin: V łap poduszkę!
V zrobił unik i poduszka uderzyła Mię w twarz.
V: O nie! Atak na moją damę? To wojna!
JImin i Tae tłukli się poduszkami, biegali po całym apartamencie niczym 6-cio letnie dzieci. Głupawka totalna.
Hope: Kookie! Zakład, że Jimin zaraz przewróci Aliena i przydusi go poduszką?
Kook: Niee.. nie zrobi tego. V pomimo że nie wygląda jest dosyć silny.
Hope: Przegrany przez tydzień przygotowuje śniadanie wygranemu.
Kook: A właśnie, chyba przegrałeś zakład z Yoongim… zjadłeś pyszne danie Jina?
Hope: Tak… nawet mi nie przypominaj. To jak, zakład stoi?
Kook: Okej-podali sobie ręce i podbiegła Stevie by je przeciąć.
Stevie: To ja jestem świadkiem zakładu. Kookie wygrasz to- szturchnęła Ciastka, można by nawet powiedzieć, że to takie końskie zaloty. Ciastek nie narzekał. Co jakiś czas Stevie zaczepiała młodego idola, a ten odwzajemniał zaczepki. Gdy Jimin przewrócił Tae i przydusił go poduszką Rapmon się wkurzył i zarządził koniec.
Rapmon: Dosyć tego wszystkiego, Palma wam już odbija, nie myślicie w ogóle. Wszyscy idą spać, ale już- liderowi włączył się tryb rozkazów.
Lottie: Mnie będziesz rozkazywał?
Brian: Kochanie, spokojnie, ja też jestem zmęczony, chodźmy już spać, NamJoon ma rację.
Wszyscy potulnie posłuchali lidera. Ułożyli się na podłodze na kocach. Nie starczyło kocy do przykrycia się dla wszystkich, więc Lottie i Brian użyli jednego. V nie dał spokoju Mii i zmusił ja do dzielenia się kocem z nim. Emmie nie minął nastrój do przytulania, co akurat było przydatne, bo dzięki temu wtuliła się w Ricky i koca starczyło dla obu. Reszta chłopaków spała bez przykrycia.
W nocy ułożenie się nieco zmieniło, bo Stevie przeturlała się koło Kookiego i podzieliła się z nim swoim swetrem pod którym spała. Emma wyrwał koc Ricky i wtuliła się w plecy Sugi, który leżał niedaleko, przez co Ricky marzła. Hoseok gdy tylko zobaczył, że brunetce jest zimno przykrył ją swoją bluzą, ale nie miał odwagi przysunąć się tak blisko, żeby i on okrył się dresem. Tak spali do rana.
Nagle zadzwonił czyjś telefon. Rapmon zerwał się na równe nogi, spojrzał na zegarek i szybko obudził resztę.
Rapmon: Chłopaki! Zaraz mamy próbę! Co zrobimy?
Jimn: Zadzwoń może do managera, że nie przyjdziemy.
Rapmon: I co mu niby powiemy?
Hoseok zerwał się i pobiegł do łazienki.
Jimin: Powiedz mu, że się wszyscy czymś zatruliśmy.
Lider zadzwonił do managera, który bardzo się zdenerwował, ale mimo to dał im dzień wolnego.
Wszystkich bardzo ucieszył ten fakt, ponieważ czuli się jak trupy. Zarówno Bangtanów jak i ich przyjaciół dopadł kac morderca, a to był dopiero początek przykrych konsekwenji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz